Wywiad Jarosława Mikołajewskiego z osobistym fotografem Jana Pawła II ukazuje naszego papieża w perspektywie jego świętości. Nie jest to jednak hagiograficzna laurka, lecz szczera opowieść o tej niezwykłej postaci.
Arturo Mari należał do wąskiego kręgu osób towarzyszących papieżowi na co dzień: także w wielu nieoficjalnych sytuacjach. Pokazywał światu ten wyjątkowy pontyfikat, będąc jego naocznym obserwatorem i świadkiem. A był to pontyfikat naznaczony "modlitwą, pracą i cierpieniem".
Mari opowiada o papieżu dyskretnie i czule, ograniczając spektakularne ciekawostki (np. o cudach, egzorcyzmach czy kulisach zamachu z 1981 r.) do niezbędnego minimum. Stara się raczej przedstawić swego przełożonego jako człowieka niezachwianej wiary, wcielającego w życie ideał Chrystusowej miłości, zwłaszcza do ludzi najuboższych, najsłabszych.
Dziesięć ujawnionych epizodów i faktów utkwi mi w pamięci na dłużej:
1) gdy papież spokojną modlitwą uciszył przeklinającą go dziewczynę, przez którą być może przemawiał demon (trzymało ją sześciu mężczyzn, a mimo to im się wyrywała): "Jesteś zbyt mocny" mówiła, stopniowo się poddając,
2) o uzdrowieniu szwagierki Mariego (papież wysłał jej różaniec i chustę, którą położono kobiecie na piersi; nowotwór szpiku na drugi dzień się cofnął),
3) o nawróconym prezydencie Włoch Sandro Pertinim, który po rozmowie z papieżem padł na kolana i płakał, a kiedy umierał poprosił swego przyjaciela o odwiedziny w szpitalu; ojciec święty przyjechał, ale na salę nie wpuściła go wroga mu żona prezydenta; wtedy modlił się za polityka w korytarzu,
4) o zdjęciach Jana Pawła II rozmawiającego w Arłamowie z Wałęsą oraz tych wykonanych po zamachu – oferowano Mariemu za nie tysiące lirów, ale ten zachował dyskrecję,
5) o tym, że papież nie jadał cukierków, nie pił coca-coli, a jedynie wodę czy herbatę – podczas posiłków przyjmował delegacje, prawie nie wypoczywał,
6) nie używał maszyny do pisania, wszystkie dokumenty sporządzał pismem odręcznym,
7) traktował Mariego jak syna, o czym powiedział samemu Billowi Clintonowi w obecności fotografa,
8) był oszczędny w słowach, porozumiewał się spojrzeniem, gestem, kiedy sprawował eucharystię, zwłaszcza w momencie podniesienia hostii, przenosił się jakby w inny wymiar, co odbijało się wyraźnie w jego oczach, nie rozstawał się z różańcem,
9) kiedy ostatni raz pojawił się w oknie Bazyliki i chciał przemówić do wiernych zgromadzonych na Placu św. Piotra, odebrało mu mowę ze wzruszenia, z emocji – stąd reakcja uderzenia dłonią w parapet; chwilę wcześniej rozmawiał ze swoimi bliskimi, czuł się gotowy fizycznie i mentalnie na to publiczne pożegnanie,
10) do końca był świadomy i przytomny – późnym wieczorem 2 kwietnia 2005 r., po odprawieniu mszy św. nad jego łóżkiem przez Stanisława Dziwisza wypowiedział „Amen” i odszedł (wcześniej wezwał Mariego do siebie i pożegnał się z nim szczerym: "Dziękuję" – wejrzenie miał łagodne, przepełnione radością wiecznego szczęścia).
Warto zapoznać się z tym wzruszającym świadectwem, opublikowanym w czerwcu 2005 r., czyli zaledwie dwa miesiące po śmierci Jana Pawła II. W książce, rzecz jasna, nie mogło zabraknąć zdjęć ojca świętego autorstwa papieskiego fotografa.
Arturo Mari należał do wąskiego kręgu osób towarzyszących papieżowi na co dzień: także w wielu nieoficjalnych sytuacjach. Pokazywał światu ten wyjątkowy pontyfikat, będąc jego naocznym obserwatorem i świadkiem. A był to pontyfikat naznaczony "modlitwą, pracą i cierpieniem".
Mari opowiada o papieżu dyskretnie i czule, ograniczając spektakularne ciekawostki (np. o cudach, egzorcyzmach czy kulisach zamachu z 1981 r.) do niezbędnego minimum. Stara się raczej przedstawić swego przełożonego jako człowieka niezachwianej wiary, wcielającego w życie ideał Chrystusowej miłości, zwłaszcza do ludzi najuboższych, najsłabszych.
Dziesięć ujawnionych epizodów i faktów utkwi mi w pamięci na dłużej:
1) gdy papież spokojną modlitwą uciszył przeklinającą go dziewczynę, przez którą być może przemawiał demon (trzymało ją sześciu mężczyzn, a mimo to im się wyrywała): "Jesteś zbyt mocny" mówiła, stopniowo się poddając,
2) o uzdrowieniu szwagierki Mariego (papież wysłał jej różaniec i chustę, którą położono kobiecie na piersi; nowotwór szpiku na drugi dzień się cofnął),
3) o nawróconym prezydencie Włoch Sandro Pertinim, który po rozmowie z papieżem padł na kolana i płakał, a kiedy umierał poprosił swego przyjaciela o odwiedziny w szpitalu; ojciec święty przyjechał, ale na salę nie wpuściła go wroga mu żona prezydenta; wtedy modlił się za polityka w korytarzu,
4) o zdjęciach Jana Pawła II rozmawiającego w Arłamowie z Wałęsą oraz tych wykonanych po zamachu – oferowano Mariemu za nie tysiące lirów, ale ten zachował dyskrecję,
5) o tym, że papież nie jadał cukierków, nie pił coca-coli, a jedynie wodę czy herbatę – podczas posiłków przyjmował delegacje, prawie nie wypoczywał,
6) nie używał maszyny do pisania, wszystkie dokumenty sporządzał pismem odręcznym,
7) traktował Mariego jak syna, o czym powiedział samemu Billowi Clintonowi w obecności fotografa,
8) był oszczędny w słowach, porozumiewał się spojrzeniem, gestem, kiedy sprawował eucharystię, zwłaszcza w momencie podniesienia hostii, przenosił się jakby w inny wymiar, co odbijało się wyraźnie w jego oczach, nie rozstawał się z różańcem,
9) kiedy ostatni raz pojawił się w oknie Bazyliki i chciał przemówić do wiernych zgromadzonych na Placu św. Piotra, odebrało mu mowę ze wzruszenia, z emocji – stąd reakcja uderzenia dłonią w parapet; chwilę wcześniej rozmawiał ze swoimi bliskimi, czuł się gotowy fizycznie i mentalnie na to publiczne pożegnanie,
10) do końca był świadomy i przytomny – późnym wieczorem 2 kwietnia 2005 r., po odprawieniu mszy św. nad jego łóżkiem przez Stanisława Dziwisza wypowiedział „Amen” i odszedł (wcześniej wezwał Mariego do siebie i pożegnał się z nim szczerym: "Dziękuję" – wejrzenie miał łagodne, przepełnione radością wiecznego szczęścia).
Warto zapoznać się z tym wzruszającym świadectwem, opublikowanym w czerwcu 2005 r., czyli zaledwie dwa miesiące po śmierci Jana Pawła II. W książce, rzecz jasna, nie mogło zabraknąć zdjęć ojca świętego autorstwa papieskiego fotografa.
