"Pnin", czyli rzecz o pechowym profesorze

Campusowy Nabokov. Opowieść o uroczym, pechowym profesorze Timofieju Pninie: kolejnym emigrancie z białej Rosji, który po wielu perypetiach znalazł się w Ameryce, na jednej z prowincjonalnych uczelni.

Powieść składa się z pozornie luźno powiązanych epizodów – subtelnych obrazków z życia małego, lokalnego środowiska naukowego (kameralne przyjęcia i rozmowy).

Tytułowy bohater, już ok. pięćdziesiątki, próbuje ustabilizować swoją sytuację: mieszkaniową (wydaje się, że po latach przeprowadzek: ze stancji na stancję, wreszcie będzie mieć własny dom), zawodową (planuje kolejny cykl wykładów dla wąskiego grona amerykańskich rusofilów), osobistą (po wizycie byłej żony nawiązuje relacje z przybranym synem). Przewrotny los niweczy jednak wszystko, z właściwą sobie ironią.

Nabokov jak zwykle gra z nami, czytelnikami: zastawia na nas pułapki, przemyca lejtmotywy (np. w każdym rozdziale pojawia się wiewiórka), wzbudza sympatię do biednego bohatera, by ostatecznie wystrychnąć nas na dudka.

Jednocześnie uwodzi pięknem języka, wyrafinowaną estetyką (nawet opis tak zwykłej czynności jak zmywanie naczyń jest pokazem maestrii stylistycznej).

"Pnin" (1957 r.) został wydany dwa lata po "Lolicie" i oczywiście nie odniósł porównywalnego sukcesu. Nie jest to wszakże arcydzieło. Niemniej jednak Nabokova zawsze warto czytać. Ten autor po prostu gwarantuje jakość.

Wybrane cytaty

1) Niektórzy ludzie – a ja do nich należę – nie znoszą szczęśliwych zakończeń. Czujemy się wtedy oszukani. Krzywda należy do normy (…) Lawina, która się zatrzymuje kilka metrów nad skuloną ze strachu wioską, postępuje nie tylko nienaturalnie, ale wręcz nieetycznie.
2) Nie wiem, czy ktokolwiek w dziejach ludzkości zwrócił uwagę na to, że odrębność stanowi jedną z podstawowych cech życia. Jeśli nie otacza nas powłoka cielesna, musimy umrzeć. Człowiek egzystuje tylko wtedy, kiedy jest izolowany od otoczenia. Czaszka to nasz hełm kosmonauty. Musimy w niej tkwić, bo w przeciwnym razie czeka nas zguba. Śmierć zaś uwalnia i jednoczy. Chociaż przeniknięcie do natury może się wydawać kuszące, oznacza ono zarazem koniec naszej kruchej tożsamości.
3) Albowiem wszystko, co budzi zachwyt wywoływany wiecznym zbliżaniem się do celu, czeka zagłada.
4) Wystrzegał się spania na lewym boku, nawet w tych rozpaczliwych godzinach nocnych, kiedy bezsenność każe marzyć o trzecim boku, skoro się już obydwa wypróbowało.
5) Kolejne pokoje zagracające jego pamięć przypominały teraz wystawę foteli, łóżek, lamp i kącików przy kominku, które wbrew wszelkim granicom czasu i przestrzeni tłoczą się razem w przyćmionym świetle sklepu meblowego, podczas gdy za oknem pada śnieg, gęstnieje mrok i nikt właściwie nikogo nie kocha.
6) Nie wierzył w autokratycznego Boga. Wierzył jednak mgliście w demokrację duchów. Może dusze zmarłych tworzą komitety, które na trwających bez przerwy posiedzeniach decydują o losach żyjących.