Czym jest kontynuacja sagi o rodzinie Dollangangerów? Przejmującą opowieścią o klątwie, zemście i pożądaniu czy pikantnym romansem dla kucharek? Wszystko niestety przemawia za tym drugim opisem.
Oto narratorka Cathy, podobnie jak w "Kwiatach na poddaszu", przedstawia nam świat swoich traum, marzeń i namiętności, tyle że już po wydostaniu się z zamknięcia w Foxworth Hall. Uciekając stamtąd, wraz z bratem (Chrisem), z którym łączy ją szczególna więź (naznaczona erotycznym piętnem), trafia do przystani, jaką okazuje się dom doktora Paula Sheffielda, w Claremont, w Południowej Karolinie.
Tam, w ramionach doświadczonego mężczyzny znajduje nie tylko czułość i bezpieczeństwo, ale również płomienną miłość ze wszystkimi tego konsekwencjami. Wkrótce zaczyna rozwijać swoją pasję – taniec. W szkole baletowej poznaje przystojnego, a zarazem aroganckiego i pyszałkowatego młodzieńca Juliana Marqueta. Tancerz zakocha się w Cathy i stworzy z nią parę, nie tylko na gruncie zawodowym, ale i w wyniku swej determinacji – małżeńskim. Związek zakończy się jednak tragicznie.
Cathy to hybryda skrzywdzonego dziecka oraz femme fatale. Ponętna, świadoma swych wdzięków uwodzicielka, a zarazem przerażona dziewczynka z upiornego poddasza, gdzie w dzieciństwie doświadczyła zła (za sprawą okrutnej babki i nieczułej matki). Przedwcześnie rozbudzona seksualnie, uwikłana w dwuznaczną relację z bratem, poszukuje miłości na sposób li tylko zmysłowy, raniąc siebie i pragnących jej mężczyzn. Opowieść ocieka seksem, pokazanym może nie wulgarnie, niemniej jednak w nużącym nadmiarze. Cathy pożąda i uwodzi doktora, daje się zdominować Julianowi oraz igra z uczuciami rozgorączkowanego Chrisa. Głównym orężem baletnicy jest ciało, a metodą radzenia sobie z problemami – łóżko.
Bohaterka po latach sukcesów na scenie baletowej (występy w Europie i Nowym Jorku, które jednak nie dały jej szczęścia) oraz rozczarowań w życiu osobistym, staje się dojrzałą kobietą, lecz tylko w sensie biologicznym. Emocjonalnie pozostaje niestabilna. Utwierdzając się w słusznym częściowo przekonaniu, że za jej trudny los odpowiada matka (która wyrzekła się dzieci na rzecz majątku i małżeństwa z atrakcyjnym prawnikiem), przystępuje do długo planowanej zemsty. Owładnięta żądzą odwetu tancerka uczyni jego narzędziem swój seksapil. Jakżeby zresztą mogło być inaczej?
Tyle na temat fabuły. Czy przedstawiono ją w sposób oryginalny? Z przykrością stwierdzam, że nie. Opowieść jest rozwlekła, miejscami wręcz monotonna. Problemy bohaterów ukazane powierzchownie. Mało polotu, dużo banału. Konflikty zredukowane do sfery seksualnej. Psychologia postaci niepogłębiona. Język utworu niewyszukany, tekst trudno obronić przed zarzutem grafomanii.
Być może wymagam za wiele od książki, która nie aspiruje do miana dzieła literackiego, a w założeniu jest tylko poczytną obyczajówką (czy aby na pewno?). "Kwiaty na poddaszu" zachęciły mnie jednak do poznania ich kontynuacji, gdyż autorka zaproponowała w nich interesującą grę z konwencją (swoistą mieszankę powieści psychologicznej, baśni i horroru). Niestety potencjał ujawniony w pierwszej części, w drugiej został zaprzepaszczony. To koniec mojej przygody z panią Virginią Andrews.
