„Kot wśród gołębi” należy do późniejszych tekstów lady Mallowan, ujrzał światło dzienne w 1959 r. W tym czasie królowa kryminału była wciąż w niezłej formie, jednak lata świetności (przypadające na czwartą i piątą dekadę XX w.) miała już za sobą.
Sam Poirot pojawiał się w jej historiach trochę rzadziej i co akurat naturalne – nieco się zestarzał. Emerytura czasem mu służyła, lecz nieraz oddalała go od świata prezentowanych wydarzeń. Wkraczał do niego na zasadzie deux ex machina, czyli tylko po to, by kilkoma sprawnymi ruchami rozplątać supeł intryg i objawić nam prawdę o mordercy.
Tak jest w przypadku „Kota wśród gołębi” – długo pozbawionego obecności Herkulesa. Kiedy ten wreszcie włącza się do akcji, nie pozwala się sobą nacieszyć. Mało jest jego analiz, dziwactw, powiedzonek. Brakuje smaczków.
Sama fabuła również nie przypadła mi do gustu. Uwielbiam panią Agatę w wersji salonowej, czyli tej najbardziej klasycznej. Tym razem autorka proponuje nam historię szpiegowską z elementami politycznymi, w dodatku okraszoną orientalną egzotyką. Bliskowschodnie państewko Ramat – jego szejk (ginący w katastrofie lotniczej), piękna księżniczka Shaista umieszczona w prestiżowej szkole dla dziewcząt i klejnoty, będące przedmiotem pożądania.
Najciekawsza obyczajowo jest wspomniana szkoła, zwana Meadowbank. Prowadzi ją Honoria Bulstrode – elegancka i rozsądna dama, dbająca o staranne wychowanie panienek z dobrych domów, a jeszcze bardziej o prestiż instytucji, którą dzięki swoim zdolnościom uczyniła elitarną. Poznajemy życie szkoły, charaktery nauczycielek i uczennic – ich skrywane ambicje i cele. Spotykamy tam również nowo zatrudnioną sekretarkę Ann Shapland oraz tajemniczego młodego ogrodnika, który wzbudza zainteresowanie dziewcząt.
Opinia placówki zostaje mocno nadszarpnięta, kiedy na jej terenie dochodzi do niespodziewanych morderstw. Najpierw zostaje zabita wuefistka, panna Springer, wkrótce potem nauczycielka francuskiego – mademoiselle Blanche. Obie tragedie mają miejsce w sali gimnastycznej…
Na czele śledztwa staje inspektor Kelsey, któremu nie można odmówić kompetencji. Okaże się jednak bezradny wobec pytania: Kto zabił? Odpowie na nie dopiero niezawodny Poirot. To on wskaże tytułowego kota wśród gołębi.
Z utworów Christie lubię czasem wyławiać ciekawe sentencje czy też spostrzeżenia, które pojawiają się na marginesie intrygi kryminalnej. Zainteresowała mnie interpretacja słów z Księgi Joela (cytowanych przez św. Piotra w Dziejach Apostolskich): „Młodzieńcy mieć będą widzenia, a starcy sny”. Autorka „Dziesięciu Murzynków” tłumaczy, że młodość to jasność umysłu, śmiałość wizji, jej przenikliwość (potrzebna w dochodzeniu do prawdy), zaś starość to senne odrętwienie. W ten sposób kwestionuje tradycyjne rozumienie owego fragmentu, nadając mu odrobinę świeżości. I zapewne to jedno z całej powieści zapamiętam.
Sam Poirot pojawiał się w jej historiach trochę rzadziej i co akurat naturalne – nieco się zestarzał. Emerytura czasem mu służyła, lecz nieraz oddalała go od świata prezentowanych wydarzeń. Wkraczał do niego na zasadzie deux ex machina, czyli tylko po to, by kilkoma sprawnymi ruchami rozplątać supeł intryg i objawić nam prawdę o mordercy.
Tak jest w przypadku „Kota wśród gołębi” – długo pozbawionego obecności Herkulesa. Kiedy ten wreszcie włącza się do akcji, nie pozwala się sobą nacieszyć. Mało jest jego analiz, dziwactw, powiedzonek. Brakuje smaczków.
Sama fabuła również nie przypadła mi do gustu. Uwielbiam panią Agatę w wersji salonowej, czyli tej najbardziej klasycznej. Tym razem autorka proponuje nam historię szpiegowską z elementami politycznymi, w dodatku okraszoną orientalną egzotyką. Bliskowschodnie państewko Ramat – jego szejk (ginący w katastrofie lotniczej), piękna księżniczka Shaista umieszczona w prestiżowej szkole dla dziewcząt i klejnoty, będące przedmiotem pożądania.
Najciekawsza obyczajowo jest wspomniana szkoła, zwana Meadowbank. Prowadzi ją Honoria Bulstrode – elegancka i rozsądna dama, dbająca o staranne wychowanie panienek z dobrych domów, a jeszcze bardziej o prestiż instytucji, którą dzięki swoim zdolnościom uczyniła elitarną. Poznajemy życie szkoły, charaktery nauczycielek i uczennic – ich skrywane ambicje i cele. Spotykamy tam również nowo zatrudnioną sekretarkę Ann Shapland oraz tajemniczego młodego ogrodnika, który wzbudza zainteresowanie dziewcząt.
Opinia placówki zostaje mocno nadszarpnięta, kiedy na jej terenie dochodzi do niespodziewanych morderstw. Najpierw zostaje zabita wuefistka, panna Springer, wkrótce potem nauczycielka francuskiego – mademoiselle Blanche. Obie tragedie mają miejsce w sali gimnastycznej…
Na czele śledztwa staje inspektor Kelsey, któremu nie można odmówić kompetencji. Okaże się jednak bezradny wobec pytania: Kto zabił? Odpowie na nie dopiero niezawodny Poirot. To on wskaże tytułowego kota wśród gołębi.
Z utworów Christie lubię czasem wyławiać ciekawe sentencje czy też spostrzeżenia, które pojawiają się na marginesie intrygi kryminalnej. Zainteresowała mnie interpretacja słów z Księgi Joela (cytowanych przez św. Piotra w Dziejach Apostolskich): „Młodzieńcy mieć będą widzenia, a starcy sny”. Autorka „Dziesięciu Murzynków” tłumaczy, że młodość to jasność umysłu, śmiałość wizji, jej przenikliwość (potrzebna w dochodzeniu do prawdy), zaś starość to senne odrętwienie. W ten sposób kwestionuje tradycyjne rozumienie owego fragmentu, nadając mu odrobinę świeżości. I zapewne to jedno z całej powieści zapamiętam.
