Twórczość noblisty obejmuje trzy etapy z życia narodu żydowskiego:
1) od ostatnich dekad XIX w. aż do wielkiej wojny (1914-1918),
2) okres międzywojenny (1918-1939),
3) pierwsze dziesięciolecia po zakończeniu drugiej wojny (lata 50. i 60. XX w.).
Czasem ww. etapy się przenikają, a ich granice tracą ostrość. Niemniej jednak ta chronologiczna tendencja jest w utworach Singera zauważalna.
Książki dotyczące „trzeciego okresu” jak np. „Cienie nad rzeką Hudson” czy właśnie „Meszuge” opowiadają zwykle o Żydach przebywających w Ameryce lub osiedlających się w Erec Israel – historycznej Ziemi Obiecanej, do której powrót umożliwiło powstanie państwa Izrael (w 1948 r.).
Bohaterowie tych opowieści to w większości Żydzi zasymilowani, zdewastowani psychicznie doświadczeniem Holocaustu, ale jednocześnie próbujący żyć i działać w nowej, dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości. Część z nich nie doświadczyła Szoah, zdążyła w porę wyemigrować z Polski, Niemiec czy Rosji i dojść w Stanach do ogromnych pieniędzy – przejąć banki, wybudować drapacze chmur, zdominować nowojorską giełdę. Inni to artyści, podstarzali bon vivanci albo dziwacy oddający się przeróżnym maniom (spirytyzm, hipnoza, telepatia). Łączy ich gorączkowe pragnienie miłości i silne poczucie wspólnoty (czasem rywalizują, ale generalnie starają się wspierać).
Szereg takich postaci spotykamy w „Meszuge”. Tytuł to przymiotnik oznaczający szaleńców, ekscentryków, osoby niespełna rozumu. Ale to słowo z języka jidysz (mowy, której Singer pozostał wierny do końca) odnosi się w powieści do całego świata. Świat musi być szalony, skoro nadal trwa – pomimo Zagłady. Ludzie wciąż się pożądają, prowadzą nierozstrzygalne spory, trwonią czas w restauracjach, na rautach i w podróżach. A Bóg? Albo Go nie ma, albo jest pisarzem, który bawi się w zmyślanie historii o losie nieszczęsnej ludzkości.
Tak to widzi narrator – Aron Greidinger, alter ego autora. Podobnie jak Singer jest żydowskim prozaikiem, już dosyć cenionym i znanym. Współpracuje z redakcją nowojorskiej gazety, a w życiu prywatnym pozostaje wolnym strzelcem. Ma blisko 50 lat, lecz to mu nie przeszkadza w nawiązywaniu rozmaitych romansów. Ponadto odnawia znajomość z osiemdziesięcioletnim Maksem Aberdamem, którego kochanką jest o pół wieku młodsza Miriam. Wokół tego trójkąta złożonego z przedstawicieli trzech pokoleń zawiązuje się cała akcja. Zagubiony inteligent, jurny matuzalem i rozwiązła dziewczyna z obozową przeszłością. Ich wzajemne stosunki stanowią kolejną realizację motywu, który w utworach Singera powraca bardzo często. Można by go nazwać motywem poliamorii (układu polegającego na utrzymywaniu relacji z kilkoma partnerami jednocześnie za zgodą wszystkich zaangażowanych stron).
Przy okazji poznajemy wiele innych postaci, ale one tylko migają nam przed oczami. Są ledwo zarysowane i chyba jest ich za dużo. To typy, o których już wspominałem – Żydzi o tragicznych, splątanych biografiach. Z Ameryki przenosimy się na chwilę do Izraela, by znów wrócić do Nowego Jorku. Jak zawsze u Singera uczestniczymy w rozterkach głównego bohatera – dylematach moralnych, egzystencjalnych, religijno-filozoficznych. Nie wynikają z nich odpowiedzi, tylko następne pytania. Nie może być inaczej, gdyż rzeczywistość, z jaką się człowiek mierzy jest szyfrem nie do pojęcia. Zostają mu namiętności, złudzenia i bezradność.
Wybrane cytaty
1) Na dworze wiosna, przynajmniej wedle kalendarza. Zauważyłeś, że w Nowym Jorku nigdy nie ma wiosny? Tutaj albo zamarzasz, albo się smażysz. Chodź ze mną na lunch, bo jak nie, to zrobię z ciebie kotlet.
2) Świat jest meszuge. Zupełnie oszalał. To musiało się stać.
3) Należę do stowarzyszenia zrzeszającego ludzi, którzy nie wierzą w to, że ziemia jest okrągła (…) Jest nas zaledwie czterdziestu, ale debatujemy w kółko nad tą kwestią. Nie ma żadnego dowodu, że ziemia jest okrągła. To tylko teoria. Moim zdaniem, Atlantyda nie zatonęła pochłonięta przez morze, jak głosi Plutarch, tylko po prostu nie wiemy, gdzie ona jest. Istnieją relacje podróżników, którzy dotarli do miejsca, gdzie ziemia była wklęsła, i odkryli tam starożytną cywilizację. Może pan uważać to za folklor, ale wiele prawd lekceważy się, traktując je jako folklor. Szamani w Afryce od lat stosują lekarstwa, które tutaj dopiero ostatnio się odkrywa. A co z miejscami, o których wspomina Biblia, takimi jak Ofir? Gdzie jest Aszkenaz? Aszkenaz to bynajmniej nie Niemcy. Niemcy w tamtych czasach były jeszcze puszczą. Może Hodu to Indie, a może nie, ale Kusz to z pewnością nie Etiopia. Anakici, o których wspomina Pięcioksiąg, nie są po prostu legendą. Giganci istnieli w przeszłości i wciąż jeszcze istnieją, tylko żyją gdzieś w ukryciu ― może w Himalajach lub w dziewiczych lasach Brazylii albo gdzieś w głębi Afryki. Odnaleziono ich ślady, niezwykle szerokie i długie. Pewnie pan zapyta, czemu oni wolą żyć w ukryciu, i powiem panu, dlaczego. Odkąd istnieje ludzki ród, wytracono wiele ras. Biała rasa nie jest w stanie znieść konkurentów. Hitleryzm jest tak stary, jak ludzkość. Przez ostatnich parę setek lat Indianie zostali dosłownie zdziesiątkowani. Gdyby Hitler wygrał wojnę, zgładziłby wszystkich Murzynów. Żydów też uważał za odrębną rasę i dlatego właśnie usiłował nas wytracić, co do jednego. Giganci wiedzą o tym wszystkim i dlatego stronią od innych ras. Ale dlaczego Giganci się nie rozmnożą i nas nie dobiją ― to inna kwestia. Być może natura potrzebuje dużo czasu, by stworzyć Giganta. Może ich kobiety, zamiast przez dziewięć miesięcy, noszą płód całymi latami ― może nawet sto lat. Właśnie odkryto w Rosji pewną krainę, w której ludzie żyją po sto, dwieście albo i więcej lat. Nie prowadzą rejestrów, a ich dzieci nie mają metryk urodzenia [wypowiedź epizodycznej postaci – szalonego Edka].
4) Kto wie – przebiegła mi przez głowę myśl – sam Bóg, jeśli istnieje, też może jest aktorem. Przypomniał mi się wers Psalmu: „Śmieje się ten, który mieszka w niebie” i pomyślałem, że Bóg siedzi w niebie i śmieje się ze swojej własnej komedii.
5) Często miałem uczucie, że niezależnie od tego, co się powie lub zrobi, przyszłość to tylko powtórzenie przeszłości.
6) Wierzyłem, że Bóg jest powieściopisarzem, który pisze to, co Mu się podoba, cały świat zaś musi Go czytać, usiłując pojąć, o co Mu chodzi.
7) Brakowało mi dwóch lat do pięćdziesiątki i czułem się już starym człowiekiem. Przeżyłem dwie wojny światowe, cała moja rodzina zginęła, z bliskich mi kobiet została garstka popiołów. Ludzie, o których pisałem, byli martwi. Stałem się skamieliną dawno umarłej epoki.
8) W swoim artykule stwierdziłem, że badania zjawisk nadprzyrodzonych nigdy nie staną się nauką. Bo i w jaki sposób? Badacz musiał w swych dociekaniach polegać na ludziach, ich pamięci i uczciwości. Przytoczyłem słowa mojego ojca: „Gdyby niebo i piekło leżały na środku placu targowego, nie byłoby wolności wyboru. Trzeba wierzyć w Boga, Opatrzność, nieśmiertelność duszy, nagrodę i karę. Każdy może dostrzec Bożą mądrość, ale przecież wierzyć trzeba w Jego miłosierdzie. Wiara zaś została zbudowana na wątpliwościach”. Najwięksi święci miewali chwile zwątpienia. Nikt, kto kocha, nie może być całkowicie pewny, że człowiek przez niego kochany jest mu wierny. Na dowód, że Wszechmocny domaga się wzajemności, zacytowałem wers: „I uwierzył w Boga, i Pan poczytał mu to za zasługę”. Zwróciłem uwagę na to, że nawet tak zwane nauki ścisłe nie są nieomylne. Całe lata, do naszych czasów, wierzono, że gazy są podstawą wszystkich zjawisk elektromagnetycznych. Atom, długo uważany za nierozszczepialny, okazał się rozszczepialny. Czas stał się pojęciem względnym, grawitacja była rodzajem „zmarszczki” w przestrzeni, a wszechświat umykał sam przed sobą po eksplozji, która, jak wierzono, miała miejsce dwadzieścia miliardów lat temu. Aksjomaty matematyczne przestały być prawdami odwiecznymi i ― miast tego ― przekształciły się w definicje i reguły.
9) Dawno temu stworzyłem teorię, że wolność wyboru jest rzeczą całkowicie indywidualną. Dwoje ludzi będących razem ma mniejszy wybór niż każde z nich z osobna; w masie nie ma właściwie żadnego wyboru. Mężczyzna obarczony rodziną ma mniejszy wybór niż kawaler; ktoś, kto należy do partii, ma mniejszy wybór niż jego nigdzie nienależący sąsiad, szło to w parze z moją teorią, że ludzka cywilizacja, a nawet kultura dąży do tego, by dać naszemu rodzajowi więcej wyboru, więcej wolnej woli. Byłem wciąż panteistą, wywodzącym się nie ze szkoły Spinozy, ale z tradycji po części kabalistycznej. Utożsamiałem miłość z wolnością. Kiedy mężczyzna kocha kobietę, jest to akt wolności. Miłości Boga nie można nakazać; może być jedynie aktem wolnej woli. Fakt, że niemal wszystkie stworzenia rodzą się z połączenia tego, co męskie, i tego, co żeńskie, był dla mnie dowodem, iż życie to eksperyment w boskim laboratorium wolności. Wolność nie może pozostawać bierna; ona pragnie tworzyć. Pragnie nieskończonych zmian, możliwości, rozmaitych kombinacji. Pragnie miłości.
