Bogowie-kosmici w Mezoameryce

Rewelacje Ericha von Danikena są znane od lat. Nie mam kompetencji, żeby oceniać ich wiarygodność. Mogę natomiast kierować się zdrowym rozsądkiem i opiniami ekspertów z takich dziedzin jak etnografia, historia, archeologia, filologia, astrofizyka. A one każą podchodzić do hipotez szwajcarskiego badacza z wielką ostrożnością.

Atrakcyjność  idei bogów-kosmitów polega na jej prostocie i sensacyjności. To, co spektakularne i łatwe do przyswojenia zwykle mało ma wspólnego z faktami. Przy czym kiedy powołujemy się na stanowisko oficjalnej nauki, to musimy pamiętać, że również ona nie posiada monopolu na prawdę. Różnica między nauką a pseudonauką (lub paranauką) polega jednak na tym, że za wynikami tej pierwszej stoją żmudne badania, wypróbowana metodologia oraz pewien konsensus wokół kluczowych ustaleń.

W postawie Danikena da się niestety zauważyć pychę, lekceważący stosunek do autorytetów (często odrzucanych przez niego a priori), skłonność do uproszczeń, tendencyjne forsowanie własnego stanowiska.

To stanowisko oparte jest na założeniach sformułowanych w ramach tzw. paleoastronautyki – paranauki głoszącej, że na rozwój i kulturę człowieka miały wpływ istoty pozaziemskie. W przeszłości kontaktowały się one z ludźmi i przekazywały im swoją wiedzę, co znalazło wyraz w imponujących osiągnięciach starożytnych cywilizacji (np. Egipcjan czy Majów). Być może cały gatunek ludzki został zaprojektowany przez kosmitów. Ślady ich obecności znajdujemy w mitach i legendach wielu ludów (indyjskich, mezopotamskich, mezoamerykańskich). Podania o bogach są zadziwiająco zbieżne. Również rozmaite teksty (święte księgi, dokumenty, kalendarze) czy artefakty (malowidła, rzeźby, przedmioty kultu) wskazują na ingerencję obcych w nasze dzieje.

„Dzień, w którym przybyli bogowie” to jedna z wielu publikacji, w których Daniken próbuje przekonać nas do tej teorii. Bierze na warsztat dawne kultury Mezoameryki – zwłaszcza Azteków i Majów, i przedstawia „dowody” na ich kosmiczne parantele. Są to dowody wątpliwe, aczkolwiek interesujące. Do najważniejszych należą:

1) Kodeksy Majów (drezdeński, madrycki, paryski) zawierające m.in. obliczenia astronomiczne, szokujące precyzją, przenikliwością, dogłębną znajomością gwiazd i planet.
2) Słynny kalendarz Majów operujący wielkimi liczbami, obejmujący ogromne cykle, czasookresy, daleko wykraczające poza epokę, w której powstawał. Co ciekawe punkt startowy tego kalendarza datuje się na 3114 r. przed Chrystusem (jeśli obliczenia są prawdziwe), na długo zanim Majowie się pojawili. Nawiasem mówiąc ich rok dzielił się na 20 miesięcy po 13 dni. Był to rok boski, miesiące nazywano imionami bogów. Rok świecki liczył 365 dni (wyznaczony przez obrót Ziemi dokoła Słońca). W tej dwoistości Daniken szuka potwierdzenia swoich przypuszczeń (rok boski miałby odnosić się do kosmitów).
3) Popol Vuh – święta księga ludu Quitche (należącego do cywilizacji Majów), w której jest mowa o trzech prabogach – piorunie, błyskawicy i prędkości. Popol Vuh informuje również o wybrańcach, którzy zniknęli w niebie (podobnie jak biblijni Henoch i Eliasz). Ponadto Daniken dopatruje się w tych zapisach aluzji do zupy pierwotnej i mutacji genetycznych.
4) Postać boga ludów Mezoameryki – Pierzastego Węża, mającego różne odmiany i nazwy (u Azteków – Quetzalcoatl, u Majów Kukulkan utożsamiany z twórcą cywilizacji Itzamną, u Inków – Wirakocza). Jego przekaz został ponoć zakodowany w piramidach, rękopisach obrazkowych i azteckim kodeksie Borgia. Miał przybyć z nieba, dać początek ww. ludom, a potem powrócić. Podobno Montezuma rozpoznał go w Cortezie (co okazało się tragiczną pomyłką) i dlatego nie stawiał oporu hiszpańskiemu najeźdźcy.
5) Opowieści Białego Niedźwiedzia z plemienia Hopi o tajemniczych Kaczynach, potężnych istotach z innej planety, używających latających tarcz.
6) Relief z sarkofagu w Palenque (dzisiejszy Meksyk) przedstawiający postać sprawiającą wrażenie siedzącej za sterami pojazdu kosmicznego.

Tam gdzie Daniken dopatruje się boskich astronautów, akademicka wiedza dostrzega tradycyjne i w starożytności powszechne (choć uwarunkowane kulturowo) wierzenia magiczno-religijne oraz związane z nimi praktyki, obiekty, obyczaje. Na przykład postać z sarkofagu w Palenque to według wszelkiego prawdopodobieństwa król Majów Pakal ukazany w pozycji półleżącej na czaszce, która symbolizuje demona ziemi. W świetle tego, co wiemy o prawach fizyki i naturze kosmosu, nie można też poważnie traktować takich teorii jak ta o Planecie X. Według Danikena była ona bazą wypadową bogów-kosmitów, po której pozostały ślady w postaci planetoid rozproszonych w układzie słonecznym.

Mimo wszystko nie powinno się pochopnie osądzać badaczy funkcjonujących na obrzeżach nauki. Często dzięki takim ludziom kruszeją skostniałe struktury i poglądy, otwierają się nowe horyzonty poznawcze. Pamiętamy, co pisał Thomas Kuhn o przełamywaniu obowiązujących paradygmatów (w swej słynnej „Strukturze rewolucji naukowych”).

Wielki Heinrich Schliemann odkrył Troję, bo uwierzył w świadectwo Homera, które większość uznawała za fikcję. Mitologia traktowana jako źródło faktów (oczywiście zakamuflowanych i zniekształconych) przynosi czasem zdumiewające rezultaty. „W baśniach śpią prawdziwe dzieje” – jak śpiewał Jacek Kaczmarski. Daniken nie jest kimś na miarę Schliemanna, co nie znaczy, że nie ma prawa do poszukiwania prawdy i dzielenia się swoimi pomysłami. Nikomu nie wolno tego zabraniać.

Nawet jeśli uznamy książkę szwajcarskiego autora za stek niedorzeczności, to i tak skorzystamy na lekturze niektórych jej fragmentów. Tych mianowicie, które dotyczą realnych wydarzeń historycznych – jak np. zdobycie azteckiego Tenochtitlanu przez Hernana Cortesa (w 1521 r.). To wspaniała, epicka historia, którą warto sobie przypomnieć, choć pewnie czytaliśmy o niej u Cerama („Bogowie, groby i uczeni”). Cortes z grupą kilkuset wojowników podbił trzystutysięczną metropolię, mimo że wcześniej był zmuszony do odwrotu (podczas La Noche Triste) i zmagał się z buntem we własnych szeregach. Początkowa bierność Azteków, plądrowanie przez Hiszpanów ociekającego złotem miasta, haniebna śmierć Montezumy, wreszcie zryw zakończony szarżą Cortesa i masakrą miejscowej ludności. Ta opowieść zawsze porusza.

Daniken przypomina także niewyjaśnione migracje mieszkańców Mezoameryki, masowe opuszczanie nienaruszonych grodów i zakładanie nowych (w okresie ok. 600-900 r. n.e.). Co powodowało tymi ludźmi? Dlaczego pozostawiali swoje siedziby?

Jednym z takich widmowych, opustoszałych miast stało się Tikal. Tajemniczy kryzys dotknął potężny Teotihuacan (według podań zbudowany przez olbrzymów, zwanych quinametin). Istniało podobno miasto o wymownej nazwie „Przeminęło”. Wkrótce (ok. X w.) zaczęły rozkwitać nowe metropolie: majańskie Copan i Chichen-Itza oraz powstała na obszarze Teotihuacan Tula (Toltekowie).

Na uwagę zasługują niektóre ciekawostki, np. o etymologii nazwy Jukatan:

„Nazwa Jukatan jest typowym przykładem nieporozumienia językowego. Kiedy hiszpańscy łowcy niewolników za pomocą gestów, min i hiszpańskich słów próbowali dowiedzieć się od indiańskich rybaków, jak nazywa się ląd, na którym stanęli, Majowie odpowiadali uprzejmie: "Ci-uthan!", co znaczyło: "Nie rozumiemy. Co mówicie?" Hiszpanie zaś uznali pytanie za nazwę kraju. W ten sposób Jukatan trafił do atlasów”.

Poza wszystkim w opowieści Danikena wyczuwamy pasję i prawdziwą miłość do archeologii. Jako przykład niech posłuży opis odkrycia grobowca w Palenque, którym autor szczerze się zachwyca (jest to cytat z notatek odkrywcy sarkofagu, Alberto Ruz Lhuilliera, uzupełniony dopiskiem Danikena).

„Z mglistych mroków wyłoniła się wizja baśniowa, fantastyczna feeria nie z tego świata. Jakby ogromna zaczarowana grota wyrzeźbiona w lodowej bryle, ze ścianami lśniącymi i połyskującymi jak śnieżne kryształy. Delikatne girlandy stalaktytów zwieszały się jak frędzle kotary, a stalagmity na podłodze wyglądały jak zastygły wosk z wielkiej świecy. Całość robiła wrażenie opuszczonej kaplicy” (Ruz). „Ściany, na których znajdowały się wielkie reliefy przedstawiające jakieś postacie, lśniły, jakby zrobiono je ze śnieżnych kryształów. Podłogę krypty pokrywała wielka płyta pełna fascynujących hieroglifów” (Daniken).

„Dzień, w którym przybyli bogowie” nie jest może książką godną polecenia, a na pewno nie można jej traktować jako publikacji naukowej. Momentami jednak wydaje się ciekawa i potrafi zaintrygować czytelnika.