Czytając opowiadania Lovecrafta nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że ich autor był wcieleniem Edgara Allana Poe. Sposób budowania napięcia, paleta stosowanych środków stylistycznych, kreacja świata przedstawionego – przypominają pisarstwo mistrza horroru. Przy czym Lovecraft to nie żaden epigon. Raczej godny kontynuator, który wpisując się w tradycję gatunku, potrafił wydobyć z niej wszystko, co najlepsze, a ponadto twórczo ją rozwinąć.
Samotnik z Providence, który, jak się dowiemy z posłowia Mateusza Kopacza, wcale samotnikiem nie był, zabiera nas do świata swojej wyobraźni, gdzie nieustannie coś czyha, czai się, zagraża… To coś jest zrazu bliżej nieokreślone, wymyka się naszym kategoriom poznawczym. Dopiero po wnikliwych analizach prowadzonych przez narratora (zwykle naukowca bądź amatora o zacięciu badacza) – ta przeczuwana rzeczywistość się konkretyzuje, odsłania. W swej najgłębszej istocie pozostaje jednak nieodgadniona.
Znaczącym wkładem Lovecrafta w rozwój fantastyki jest stworzenie niezwykle oryginalnej „mitologii Cthulhu” (termin wprowadził do obiegu promotor pisarza – August Derleth). Opiera się ona na idei powrotu Wielkich Przedwiecznych – tajemniczych, potężnych istot, zrodzonych na długo przed powstaniem Ziemi. Teraz są uśpione i wiodą hipnotyczną egzystencję w niedostępnych dla człowieka obszarach – w zatopionych miastach, na odległych planetach, w równoległych czasoprzestrzeniach. Przyjdzie jednak dzień, kiedy upomną się o swoje prawa.
Czasem zjawiają się w ludzkich snach. Bywa, że niektóre wyłaniają się z morskich otchłani, mrocznych ostępów, spomiędzy samotnych skał czy wzgórz. Wywołane zaklęciami lub wskutek nieostrożnych eksperymentów – manifestują swą groźną obecność. Zdarza się, że wchodzą w występne związki z ludźmi, by wykorzystać nasz gatunek do swoich celów. Przyjmują różne kształty – zawsze odrażające, monstrualne. Ich ingerencja w naturę – skaża ją. Działają odstręczająco na zmysły – przeważnie jakąś mazistością, trującym fetorem, a nieraz intensywnymi, fosforyzującymi barwami.
Język, którym się posługują nie przypomina żadnej znanej mowy. Słowa składają się z długich ciągów spółgłosek. Brzmią jak nieartykułowany bełkot kogoś, kto próbuje wybudzić się z koszmaru.
Oto przykład wypowiedzi w tym języku:
Ph’nglui mglw’nafh Cthulhu R’lyeh wgah’nagl fhtagn.
Dwa wyrazy możemy wszakże rozszyfrować – Cthulhu to najważniejszy z Wielkich Przedwiecznych, zaś R’lyeh jest założonym przez niego miastem.
Tajemniczy rejs w stronę tej mrocznej, podwodnej siedziby jest przedmiotem opowiadania otwierającego przygotowany przez wydawnictwo Vesper zbiór. Mowa o tytułowym Zewie Cthulhu stanowiącym wprowadzenie do Lovecraftowskiej mitologii.
Na książkę składają się ponadto: Widmo nad Innsmouth (rzecz o sennym, na wpół opuszczonym miasteczku i dziwnej rasie rybio-żabich ludzi), Szepczący w ciemności (horror z elementami science-fiction – o „szkaradnych, skrzydlatych stworach” potrafiących poruszać się w „międzygwiezdnym eterze”), Zgroza w Dunwich (opowieść o amorficznym monstrum-dewastatorze), Kolor z innego wszechświata (historia tajemniczego meteorytu i jego wpływu na mutację roślinności).
Areną opisywanych zdarzeń jest Nowa Anglia (najczęściej Massachusetts, ale także Connecticut, Vermont, Providence). W tę faktyczną przestrzeń wpisał jednak Lovecraft własną, fikcyjną geografię, której centrum uczynił miasto Arkham z uniwersytetem Miskatonic i rzeką o tej samej nazwie. Istotne znaczenie ma uczelniana biblioteka, gdzie przechowuje się unikatowe okultystyczne księgi, w tym oryginał słynnego Necronomiconu, zawierającego aluzje do Wielkich Przedwiecznych.
Tych quasi realnych miejsc pojawia się w świecie Lovecrafta więcej (choćby miasteczka: Innsmouth, Dunwich czy planeta Yuggoth położona na skraju Układu Słonecznego). Podobnie jest z sekretnymi drukami. Autor celowo sugerował, że to autentyczne źródła, co – jak przeczytamy w posłowiu – „służyło pewnego rodzaju zabawie literackiej i stworzeniu wrażenia, że pisarze opowieści niesamowitej publikujący w «Weird Tales» wiedzą coś, czego nie wie nikt inny”.
Środowisko twórców związanych z czasopismem „Weird Tales” przyczyniło się do rozpowszechnienia odmiany fantastyki, którą określa się mianem weird fiction, a której Lovecraft jest najwybitniejszym przedstawicielem. Na koniec oddajmy zatem głos samemu autorowi i zapoznajmy się z jego definicją gatunku:
„Prawdziwa powieść z gatunku weird fiction, przedstawia coś więcej niż skrytobójstwo, krwawe kości czy prześcieradło dzwoniące łańcuchami. Konieczna jest klaustrofobiczna atmosfera lęku niemożliwego do wytłumaczenia, obecność nieznanych mocy; niezbędna jest sugestia, wskazująca na powagę i złowieszczość tematu, przedstawiającego najbardziej przerażające wyobrażenie ludzkiego umysłu – złośliwe i szczególne zawieszenie lub unieważnienie tych stałych praw natury, które są naszą jedyną ochroną przeciw napastowaniu przez chaos i demony niezgłębionego kosmosu”.
Samotnik z Providence, który, jak się dowiemy z posłowia Mateusza Kopacza, wcale samotnikiem nie był, zabiera nas do świata swojej wyobraźni, gdzie nieustannie coś czyha, czai się, zagraża… To coś jest zrazu bliżej nieokreślone, wymyka się naszym kategoriom poznawczym. Dopiero po wnikliwych analizach prowadzonych przez narratora (zwykle naukowca bądź amatora o zacięciu badacza) – ta przeczuwana rzeczywistość się konkretyzuje, odsłania. W swej najgłębszej istocie pozostaje jednak nieodgadniona.
Znaczącym wkładem Lovecrafta w rozwój fantastyki jest stworzenie niezwykle oryginalnej „mitologii Cthulhu” (termin wprowadził do obiegu promotor pisarza – August Derleth). Opiera się ona na idei powrotu Wielkich Przedwiecznych – tajemniczych, potężnych istot, zrodzonych na długo przed powstaniem Ziemi. Teraz są uśpione i wiodą hipnotyczną egzystencję w niedostępnych dla człowieka obszarach – w zatopionych miastach, na odległych planetach, w równoległych czasoprzestrzeniach. Przyjdzie jednak dzień, kiedy upomną się o swoje prawa.
Czasem zjawiają się w ludzkich snach. Bywa, że niektóre wyłaniają się z morskich otchłani, mrocznych ostępów, spomiędzy samotnych skał czy wzgórz. Wywołane zaklęciami lub wskutek nieostrożnych eksperymentów – manifestują swą groźną obecność. Zdarza się, że wchodzą w występne związki z ludźmi, by wykorzystać nasz gatunek do swoich celów. Przyjmują różne kształty – zawsze odrażające, monstrualne. Ich ingerencja w naturę – skaża ją. Działają odstręczająco na zmysły – przeważnie jakąś mazistością, trującym fetorem, a nieraz intensywnymi, fosforyzującymi barwami.
Język, którym się posługują nie przypomina żadnej znanej mowy. Słowa składają się z długich ciągów spółgłosek. Brzmią jak nieartykułowany bełkot kogoś, kto próbuje wybudzić się z koszmaru.
Oto przykład wypowiedzi w tym języku:
Ph’nglui mglw’nafh Cthulhu R’lyeh wgah’nagl fhtagn.
Dwa wyrazy możemy wszakże rozszyfrować – Cthulhu to najważniejszy z Wielkich Przedwiecznych, zaś R’lyeh jest założonym przez niego miastem.
Tajemniczy rejs w stronę tej mrocznej, podwodnej siedziby jest przedmiotem opowiadania otwierającego przygotowany przez wydawnictwo Vesper zbiór. Mowa o tytułowym Zewie Cthulhu stanowiącym wprowadzenie do Lovecraftowskiej mitologii.
Na książkę składają się ponadto: Widmo nad Innsmouth (rzecz o sennym, na wpół opuszczonym miasteczku i dziwnej rasie rybio-żabich ludzi), Szepczący w ciemności (horror z elementami science-fiction – o „szkaradnych, skrzydlatych stworach” potrafiących poruszać się w „międzygwiezdnym eterze”), Zgroza w Dunwich (opowieść o amorficznym monstrum-dewastatorze), Kolor z innego wszechświata (historia tajemniczego meteorytu i jego wpływu na mutację roślinności).
Areną opisywanych zdarzeń jest Nowa Anglia (najczęściej Massachusetts, ale także Connecticut, Vermont, Providence). W tę faktyczną przestrzeń wpisał jednak Lovecraft własną, fikcyjną geografię, której centrum uczynił miasto Arkham z uniwersytetem Miskatonic i rzeką o tej samej nazwie. Istotne znaczenie ma uczelniana biblioteka, gdzie przechowuje się unikatowe okultystyczne księgi, w tym oryginał słynnego Necronomiconu, zawierającego aluzje do Wielkich Przedwiecznych.
Tych quasi realnych miejsc pojawia się w świecie Lovecrafta więcej (choćby miasteczka: Innsmouth, Dunwich czy planeta Yuggoth położona na skraju Układu Słonecznego). Podobnie jest z sekretnymi drukami. Autor celowo sugerował, że to autentyczne źródła, co – jak przeczytamy w posłowiu – „służyło pewnego rodzaju zabawie literackiej i stworzeniu wrażenia, że pisarze opowieści niesamowitej publikujący w «Weird Tales» wiedzą coś, czego nie wie nikt inny”.
Środowisko twórców związanych z czasopismem „Weird Tales” przyczyniło się do rozpowszechnienia odmiany fantastyki, którą określa się mianem weird fiction, a której Lovecraft jest najwybitniejszym przedstawicielem. Na koniec oddajmy zatem głos samemu autorowi i zapoznajmy się z jego definicją gatunku:
„Prawdziwa powieść z gatunku weird fiction, przedstawia coś więcej niż skrytobójstwo, krwawe kości czy prześcieradło dzwoniące łańcuchami. Konieczna jest klaustrofobiczna atmosfera lęku niemożliwego do wytłumaczenia, obecność nieznanych mocy; niezbędna jest sugestia, wskazująca na powagę i złowieszczość tematu, przedstawiającego najbardziej przerażające wyobrażenie ludzkiego umysłu – złośliwe i szczególne zawieszenie lub unieważnienie tych stałych praw natury, które są naszą jedyną ochroną przeciw napastowaniu przez chaos i demony niezgłębionego kosmosu”.
