Hiob w Rosji i Ameryce

Powieść Rotha jest reinterpretacją biblijnej historii o Hiobie – „mężu sprawiedliwym, prawym, bogobojnym i unikającym zła”, którego owo zło jednak dosięgło, zadręczając na wszelkie możliwe sposoby.

A to za sprawą szczególnego kontraktu zawartego między szatanem a Bogiem. Jahwe, by wygrać zakład, tj. potwierdzić okrutnym testem wierność swojego sługi, zabrał Hiobowi wszystko, co mu wcześniej dał, a na końcu (po zdanym „egzaminie”) przywrócił całą majętność w dwójnasób, zaś utratę dzieci wynagrodził nowym potomstwem.

Zasadnie pytał Dostojewski: Czy śmierć jednego dziecka rekompensuje narodzenie kolejnego? Innymi słowy: Czy można ludzki ból mierzyć arytmetycznie? I słusznie dziwili się gnostycy: Jak to możliwe, żeby kochający Bóg był eksperymentatorem, traktującym swoich wybranych jak króliki doświadczalne? Na odwieczne pytanie: Unde malum? – Skąd i dlaczego zło? (zwłaszcza cierpienie niewinnych) nie ma i nie było dobrej odpowiedzi, choć "Księga Hioba" jest największą w dziejach kultury próbą przeniknięcia tej tajemnicy.

Jak odniósł się do starotestamentowej przypowieści Joseph Roth, austriacki Żyd piszący w czasach „zmierzchu Zachodu”, tj. w okresie, kiedy upadał świat dziewiętnastowiecznego ładu (m.in. monarchii habsburskiej) i rodziła się apokaliptyczna nowoczesność?

Jego Hiob to skromny nauczyciel Mendel Singer mieszkający w maleńkim Zuchnowie (w momencie rozpoczęcia akcji należącym do Rosji, pod jej koniec, już po zakończeniu pierwszej wojny – do Polski). Mendel ma żonę Deborę i czwórkę dzieci – piękną, zalotną Miriam, zadziornego Jonasza, przedsiębiorczego Szemarię i kalekiego Menuchima. Ten ostatni, z racji swej bezbronnej ułomności (fizycznej i umysłowej), otoczony jest przez rodziców szczególną troską. Wzbudza w ich sercach litość, czułość, ale i pytania, które zawsze pojawiają się w obliczu cierpienia: Dlaczego spotkało to akurat nas? I czy możliwe jest uzdrowienie? Zaradna Debora udaje się po odpowiedź do rabina z pobliskiego Kluczyska. Ten przepowiada przyszłość dziecka: „Bóg go uczyni mądrym, brzydota dobrotliwym, gorycz łagodnym, a choroba mocnym”. I przestrzega matkę: „Nie opuszczaj swego syna, nawet gdyby ci bardzo ciążył”.

Debora żyje słowami rabina, a Mendel śpiewa psalmy, wierny i ufny w moc modlitwy, w której nie trzeba żadnego pośrednictwa. Oboje ogrzewają się nadzieją, której płomień stopniowo wygasa. Poza tym mają zwyczajne zmartwienia, związane z pozostałymi dziećmi – ich oddalaniem się, opuszczaniem rodzinnego gniazda. Nie ma w tym niczego niezwykłego, naturalne koleje losu. Aż pewnego dnia trafiają do Ameryki, dokąd sprowadza ich Szemaria. Nie zabierają jednak ze sobą Menuchima (powierzają chłopca zaprzyjaźnionej rodzinie). Nakaz rabina zostaje przekroczony. I dopiero tam, w Nowym Jorku, tym wyśnionym raju emigrantów, Singer staje się tytułowym Hiobem. Jego doświadczenia wpisują się w archetyp, aczkolwiek paralele między postaciami (biblijną i wykreowaną przez Rotha) nie są oczywiste.

Nie może być inaczej, gdyż każda dobra wersja wzorcowej historii powinna ją twórczo przekształcać i uaktualniać, zachowując zarazem jej uniwersalne przesłanie. Roth, sięgając do konwencji paraboli, przenosi dramat Hioba w konkretne realia i opowiada o losie każdego z nas – o życiu, które jest balansowaniem na granicy nadziei i rozpaczy, pokory i buntu, utraty i ocalenia. Autor traktuje swoich bohaterów i odbiorców z empatią. Jest w jego narracji czuła ironia, subtelny dowcip, piękno i prostota wyrazu. Są również nuty bólu i piętno cierpienia.

Ta słodko-gorzka opowieść urzeknie wszystkich ceniących łagodną, refleksyjną literaturę, a zwłaszcza czytelników odczuwających nostalgię za światem, który bezpowrotnie przeminął – epoką pierwszych dekad dwudziestego wieku, widzianą z perspektywy aszkenazyjskich Żydów.

Wybrane cytaty:

1) „Bóg wydawał się jej za wysoki, za wielki, za daleki, bezkresny za bezkresnymi niebiosami. Żeby dotrzeć choćby do Jego rąbka – trzeba by mieć drabinę z miliona modlitw”.
2) „Być może, iż błogosławieństwom trzeba do spełnienia dłuższego czasu niż klątwom”.
3) „Nawet gdyby znalazł się ktoś, kto by ją zrozumiał – nie otworzyłaby ust. Tym mocniejsze bowiem są rozkosze, im dłużej tajone”.
4) „Wiedział, że przeżywa teraz jedną z owych rzadkich chwil, kiedy to człowiek sam musi kształtować swe przeznaczenie, nie mniej od owej wielkiej potęgi, która mu je narzuciła”.
5) „Od lat tysiąca nigdy jeszcze nie wyszło na dobre, gdy chłop pytał, a Żyd odpowiadał”.
6) „Teraz Mendel niczym więcej nie był, tylko modlącym się człowiekiem. Przez niego przechodziły słowa do nieba, był pustym naczyniem, lejem. Tak wmadlał się w świt".
7) „Milion skowronków świergotało nad domem, pod niebiosami. Jasną błyskawicą uderzyło słońce w okno, trafiło w połyskliwy samowar z blachy i zapaliło go, aż stał się wypukłym zwierciadłem. Tak zaczął się dzień”.
8) „Od chwili narodzin Menuchima w sercu jej była noc, w każdej radości smutek. Wszystkie uroczystości były męczarnią, wszystkie dni świąteczne – dniami żałoby. Nie było już więcej wiosny i nie było lata. Wszystkie pory roku miały na imię: zima. Słońce wschodziło wprawdzie, ale nie grzało. Jedynie nadzieja nie chciała umierać”.
9) „Już nie stać jej było na siłę, bez której nie ma wiary, i z wolna opuszczały ją siły niezbędne człowiekowi do wytrzymania rozpaczy”.
10) „Czuł się tak, jak gdyby był wygnany z samego siebie i musiał odtąd żyć w rozłące z samym sobą”.
11) „Jakkolwiek bowiem Mendel gniewał się z Panem Bogiem, mimo to Bóg wciąż jeszcze panował nad światem. Nie mogła go dosięgnąć nienawiść, podobnie jak nie mogła go dosięgnąć pobożność”.
12) „Ale Ameryka to nie był inny świat. Było tu więcej Żydów niż w Kluczysku, właściwie był to tylko większy Kluczysk (…) Trzebaż było przebyć daleką drogę przez wielką wodę po to tylko, żeby przyjechać do Kluczyska, dokąd się można dostać furą Sameszkina?”.
13) "Wróciłem, drogi Sameszkinie, niech tam sobie inni wędrują po świecie, moje światy wymarły, wróciłem, aby tu na wieki zasnąć”.