Pierwsze uczucie po ukończeniu „Imienia róży” to znużenie – znużenie
przepychem tego tekstu – jego gęstością i różnorodnością (semantyczną,
symboliczną, filozoficzną, faktograficzną etc.). Umberto Eco wykreował
kosmos późnośredniowiecznej Europy na przykładzie losów pewnego
benedyktyńskiego opactwa. Podjął próbę (w dużej mierze udaną) stworzenia
powieści totalnej, to znaczy takiej, która ujmuje rzeczywistość w całej
złożoności i odkrywa jej istotę. Nie mogę jednak powiedzieć, że utwór
mnie olśnił czy porwał i raczej nie będę do niego wracał. Być może
dlatego że – choć znakomity pod względem warsztatu, języka, literackiego
rzemiosła – ma więcej walorów erudycyjnych niż beletrystycznych. Jak
gdyby brakło w nim żaru emanującego z arcydzieł literatury pięknej. Tym
niemniej jest to książka wyśmienita, pełna scen i refleksji wartych
zapamiętania.
Historia zamyka się w siedmiu dniach listopada 1327 r. Każdy dzień dzieli się na okresy odpowiadające godzinom liturgicznym wyznaczającym rytm życia mnichów – jutrznię, laudę, prymę itd. Przebieg wydarzeń poznajemy z kroniki Adsa z Melku, rezolutnego ucznia i sekretarza Wilhelma z Baskerville – angielskiego franciszkanina przybywającego do opactwa w roli dyplomaty i, jak się okaże, detektywa. Wilhelm to empiryk, sceptyczny wobec dogmatów i mistycznych fantasmagorii (od których ówczesne chrześcijaństwo nie było wolne), przyjaciel Williama Ockhama i admirator Rogera Bacona – wybitnych myślicieli epoki.
Misja dyplomatyczna Wilhelma polega na zaaranżowaniu spotkania przedstawicieli dwóch zwaśnionych obozów – papieża Jana XXII (rezydującego nie w Rzymie, a w Awinionie) oraz cesarza Ludwika Bawarskiego. Podczas zebrania miałby zostać rozstrzygnięty teologiczny spór dotyczący ubóstwa Jezusa. Na gruncie owej idei (głoszącej, że Jezus nie posiadał żadnej własności) rodzą się i mnożą rozmaite ruchy uznawane przez Kościół za heretyckie (m.in. braciaszkowie i dulcynianie). W tle jest oczywiście wielka polityka, sprzeczne dążenia, cele, interesy, instrumentalne traktowanie wiary przez monarchię i kler. W średniowiecznym społeczeństwie obowiązuje podział na pasterzy (duchowieństwo), psy (władza świecka) i owce (lud boży).
Z kolei misja śledcza franciszkanina dotyczy enigmatycznych zgonów mających związek z tajemniczą księgą ukrytą w wielkiej klasztornej bibliotece. Wilhelm, na drodze dedukcji i obserwacji, próbuje rozwikłać zagadkę. Ponieważ jest znawcą logiki – jego dociekania mają szanse powodzenia. I jako takie zagrażają strażnikom tajemnicy, a w konsekwencji – jemu samemu.
Oba wątki (polityczno-religijny oraz kryminalny) rozwijają się równolegle, a ich kontekst stanowią realia epoki, bardzo wiernie odmalowane. Realia w skali mikro, gdyż położone w północnych Włoszech opactwo jest średniowiecznym mikrokosmosem. Mamy okazję poznać życie codzienne mnichów, ich obyczaje, kulturę, poglądy (zwłaszcza poglądy teologiczno-filozoficzne).
Niektóre postacie szczególnie zapadają w pamięć. Obok Wilhelma i Adsa są nimi:
Jorge z Burgos – ślepy starzec, kiedyś pełniący funkcję bibliotekarza, człowiek bardzo surowy w swej religijności, który prorokuje i nigdy się nie śmieje (co ma duże znaczenie w kontekście sprawy kryminalnej),
Hubertyn z Casale – mistyk, przyjaciel Wilhelma, postać historyczna,
Bernard Gui – bezwzględny inkwizytor, wysłany do klasztoru jako delegat papieża (również postać historyczna),
Salwator – nieokrzesany, zabawny garbus, porozumiewający się językiem „bablejskim” (od wieży Babel), czyli bezładną mieszaniną łaciny, hiszpańskiego i sobie tylko znanych dialektów.
Ponadto „Imię róży” kojarzyć mi się będzie z ogromną biblioteką i tym, co się z nią ostatecznie stało – ze sceną jej dramatycznego kresu. To miejsce pełni w powieści rolę kluczowego symbolu – jako labirynt, a zarazem imago mundi – obraz świata. Zapamiętam także sen Adsa o bachusowej uczcie w refektarzu, podczas której postaci biblijne i mieszkańcy opactwa powtarzają swój los w krzywym zwierciadle, a ich groteskowe karykatury zatracają się w bluźnierczym „karnawale na opak”. Zostanie ze mną również tytuł utworu i jego piękne źródło: „stat rosa pristina nomine, nomina nuda tenemus” – „dawna róża trwa w nazwie, nazwy jedynie mamy”. Sentencja oznacza, że cała materia (ludzie, przyroda, rzeczy) roztopi się w nicości. Przetrwają jedynie słowa, jedynie imiona.
Wybrane myśli i cytaty:
1) Piękno kosmiczne dane jest nie tylko jako jedność w rozmaitości, ale także jako rozmaitość w jedności.
2) Są trzy wyznaczniki (kryteria) piękna – całość, proporcje i światło.
3) Robisz coś i wiesz dlaczego, ale nie wiesz, czemu wiesz, co robisz.
4) Czy da się z zastygłej źrenicy ofiary odczytać obraz mordercy?
5) Nikt nie jest mordercą, dopóki nie popełni pierwszej zbrodni.
6) Prawdziwa miłość pragnie dobra przedmiotu miłości.
7) Być może zadaniem tego, kto miłuje ludzi jest wzbudzenie śmiechu prawdy, wzbudzanie śmiechu prawdy, gdyż jedyną prawdą jest zdobyć wiedzę, jak wyzwalać się z niezdrowej namiętności do prawdy.
8) Porządek, jaki nasz umysł wymyśla sobie, jest niby sieć albo drabina, którą buduje się, by czegoś dosięgnąć. Ale potem trzeba drabinę odrzucić, gdyż dostrzega się, że choć służyła, była pozbawiona sensu.
9) Tak więc wolność Boga jest naszą zgubą, a przynajmniej zgubą naszej pychy.
10) Lecz jak może istnieć byt konieczny całkowicie utkany z możliwości? Jakaż więc jest różnica między Bogiem a pierwotnym chaosem?
11) Winno się zburzyć powagę przeciwników śmiechem, zaś śmiech przeciwnika powagą.
12) Diabeł nie jest zasadą materii, diabeł to zuchwałość ducha, to wiara bez uśmiechu, to prawda, której nigdy nie ogarnia zwątpienie. Diabeł jest ponury, ponieważ wie, dokąd idzie, i, idąc, zdąża zawsze tam, skąd przyszedł.
Historia zamyka się w siedmiu dniach listopada 1327 r. Każdy dzień dzieli się na okresy odpowiadające godzinom liturgicznym wyznaczającym rytm życia mnichów – jutrznię, laudę, prymę itd. Przebieg wydarzeń poznajemy z kroniki Adsa z Melku, rezolutnego ucznia i sekretarza Wilhelma z Baskerville – angielskiego franciszkanina przybywającego do opactwa w roli dyplomaty i, jak się okaże, detektywa. Wilhelm to empiryk, sceptyczny wobec dogmatów i mistycznych fantasmagorii (od których ówczesne chrześcijaństwo nie było wolne), przyjaciel Williama Ockhama i admirator Rogera Bacona – wybitnych myślicieli epoki.
Misja dyplomatyczna Wilhelma polega na zaaranżowaniu spotkania przedstawicieli dwóch zwaśnionych obozów – papieża Jana XXII (rezydującego nie w Rzymie, a w Awinionie) oraz cesarza Ludwika Bawarskiego. Podczas zebrania miałby zostać rozstrzygnięty teologiczny spór dotyczący ubóstwa Jezusa. Na gruncie owej idei (głoszącej, że Jezus nie posiadał żadnej własności) rodzą się i mnożą rozmaite ruchy uznawane przez Kościół za heretyckie (m.in. braciaszkowie i dulcynianie). W tle jest oczywiście wielka polityka, sprzeczne dążenia, cele, interesy, instrumentalne traktowanie wiary przez monarchię i kler. W średniowiecznym społeczeństwie obowiązuje podział na pasterzy (duchowieństwo), psy (władza świecka) i owce (lud boży).
Z kolei misja śledcza franciszkanina dotyczy enigmatycznych zgonów mających związek z tajemniczą księgą ukrytą w wielkiej klasztornej bibliotece. Wilhelm, na drodze dedukcji i obserwacji, próbuje rozwikłać zagadkę. Ponieważ jest znawcą logiki – jego dociekania mają szanse powodzenia. I jako takie zagrażają strażnikom tajemnicy, a w konsekwencji – jemu samemu.
Oba wątki (polityczno-religijny oraz kryminalny) rozwijają się równolegle, a ich kontekst stanowią realia epoki, bardzo wiernie odmalowane. Realia w skali mikro, gdyż położone w północnych Włoszech opactwo jest średniowiecznym mikrokosmosem. Mamy okazję poznać życie codzienne mnichów, ich obyczaje, kulturę, poglądy (zwłaszcza poglądy teologiczno-filozoficzne).
Niektóre postacie szczególnie zapadają w pamięć. Obok Wilhelma i Adsa są nimi:
Jorge z Burgos – ślepy starzec, kiedyś pełniący funkcję bibliotekarza, człowiek bardzo surowy w swej religijności, który prorokuje i nigdy się nie śmieje (co ma duże znaczenie w kontekście sprawy kryminalnej),
Hubertyn z Casale – mistyk, przyjaciel Wilhelma, postać historyczna,
Bernard Gui – bezwzględny inkwizytor, wysłany do klasztoru jako delegat papieża (również postać historyczna),
Salwator – nieokrzesany, zabawny garbus, porozumiewający się językiem „bablejskim” (od wieży Babel), czyli bezładną mieszaniną łaciny, hiszpańskiego i sobie tylko znanych dialektów.
Ponadto „Imię róży” kojarzyć mi się będzie z ogromną biblioteką i tym, co się z nią ostatecznie stało – ze sceną jej dramatycznego kresu. To miejsce pełni w powieści rolę kluczowego symbolu – jako labirynt, a zarazem imago mundi – obraz świata. Zapamiętam także sen Adsa o bachusowej uczcie w refektarzu, podczas której postaci biblijne i mieszkańcy opactwa powtarzają swój los w krzywym zwierciadle, a ich groteskowe karykatury zatracają się w bluźnierczym „karnawale na opak”. Zostanie ze mną również tytuł utworu i jego piękne źródło: „stat rosa pristina nomine, nomina nuda tenemus” – „dawna róża trwa w nazwie, nazwy jedynie mamy”. Sentencja oznacza, że cała materia (ludzie, przyroda, rzeczy) roztopi się w nicości. Przetrwają jedynie słowa, jedynie imiona.
Wybrane myśli i cytaty:
1) Piękno kosmiczne dane jest nie tylko jako jedność w rozmaitości, ale także jako rozmaitość w jedności.
2) Są trzy wyznaczniki (kryteria) piękna – całość, proporcje i światło.
3) Robisz coś i wiesz dlaczego, ale nie wiesz, czemu wiesz, co robisz.
4) Czy da się z zastygłej źrenicy ofiary odczytać obraz mordercy?
5) Nikt nie jest mordercą, dopóki nie popełni pierwszej zbrodni.
6) Prawdziwa miłość pragnie dobra przedmiotu miłości.
7) Być może zadaniem tego, kto miłuje ludzi jest wzbudzenie śmiechu prawdy, wzbudzanie śmiechu prawdy, gdyż jedyną prawdą jest zdobyć wiedzę, jak wyzwalać się z niezdrowej namiętności do prawdy.
8) Porządek, jaki nasz umysł wymyśla sobie, jest niby sieć albo drabina, którą buduje się, by czegoś dosięgnąć. Ale potem trzeba drabinę odrzucić, gdyż dostrzega się, że choć służyła, była pozbawiona sensu.
9) Tak więc wolność Boga jest naszą zgubą, a przynajmniej zgubą naszej pychy.
10) Lecz jak może istnieć byt konieczny całkowicie utkany z możliwości? Jakaż więc jest różnica między Bogiem a pierwotnym chaosem?
11) Winno się zburzyć powagę przeciwników śmiechem, zaś śmiech przeciwnika powagą.
12) Diabeł nie jest zasadą materii, diabeł to zuchwałość ducha, to wiara bez uśmiechu, to prawda, której nigdy nie ogarnia zwątpienie. Diabeł jest ponury, ponieważ wie, dokąd idzie, i, idąc, zdąża zawsze tam, skąd przyszedł.
