Drozdy nie krzywdzą nikogo

Ponad pięćdziesiąt lat temu Harper Lee przypomniała światu, że jest tylko jeden rodzaj ludzi – ludzie. Opowiedziała o wartościach, których wyznawanie powinno być dla wszystkich oczywiste, jednak z jakichś powodów tak się nie dzieje. 

Zabić drozda – pamiętam tę książkę z wczesnego dzieciństwa, stojącą na jednym z regałów w domu rodzinnym. Rodzice mieli mnóstwo książek, ale ta od początku przykuwała uwagę swoją żółtą okładką i tytułem. Dziwnym, nie bardzo dającym się z czymkolwiek skojarzyć. Teraz po latach dowiedziałem się, co oznacza tytułowy drozd. To każde stworzenie, którego nie wolno krzywdzić. Bo jest niewinne.

Drozdy nic nam nie czynią poza tym, że radują nas swoim śpiewem. Nie niszczą ogrodów, nie gnieżdżą się w szopach na kukurydzę, nie robią żadnej szkody, tylko śpiewają dla nas z głębi swoich ptasich serduszek. Dlatego właśnie grzechem jest zabić drozda.

Tak, niewinność to ważny argument, a jednak – jak to się często okazuje – niewystarczający.

Południe Stanów Zjednoczonych, lata 30. XX wieku, Wielki Kryzys. I małe, zagubione miasteczko otoczone polami bawełny. Jedno z tysiąca. Maycomb, Alabama.

Społeczność Maycomb jest raczej typowa – trochę biednych farmerów, bezrobotni, Murzyni, kilka plotkarek i kilku dziwaków. Ponadto szeryf i lokalna elita, do której należą lekarz, sędzia, zrzędliwa arystokratka czy wydawca miejscowej gazety. Ale najbardziej przynależy do niej Atticus Finch – prawnik i ojciec głównej bohaterki – Jean Louise, zwanej Skautem. Atticus jest elitarny przede wszystkim w sensie etycznym. To jedna z piękniejszych postaci w całej amerykańskiej literaturze.

Finch stanie w obronie czarnego chłopaka oskarżonego o gwałt na białej dziewczynie, Mayelli Ewell. Sprawa w tamtych czasach z góry skazana na niepowodzenie. Sprawiedliwość jednak i szerzej – człowieczeństwo – wymagają stawania po stronie tych, którzy nie mogą się bronić. Żeby tego dokonać, trzeba być odważnym.

Odważnym jest według Atticusa ten, kto wie, że przegra zanim jeszcze rozpocznie walkę, lecz mimo to zaczyna i prowadzi ją do końca bez względu na wszystko.

Na marginesie małej wielkiej sprawy procesowej toczy się normalne życie, trudne – z uwagi na czas gospodarczego kryzysu, ale także piękne – bo widziane oczami dziecka. Zabić drozda to nie tylko książka o istocie demokracji i problemie równouprawnienia. To również czarująca opowieść o dojrzewaniu, o przeżywaniu dzieciństwa, o tęsknotach i zauroczeniach, o rozmaitych inicjacjach. I oczywiście – o tajemnicach.

Jedną z największych jest „Boo Radleya”, czyli niepokojąca historia o chłopcu uwięzionym przez ojca wewnątrz domu. Boo jest już dorosłym mężczyzną, ale nadal pozostaje w ukryciu. Wydaje się, że ma wiele okazji na wydostanie się z zamknięcia, ale tego nie czyni. Dlaczego? W głowach małych bohaterów mnożą się domysły, przeważa hipoteza o szaleństwie nieszczęśliwca. Jego skrywana obecność budzi u dzieci strach i fascynację. Z pewnych powodów uczucia te przerodzą się we wdzięczność i podziw. Boo Radleyowi będzie za co dziękować.

Dzieci jest troje: wspomniana już narratorka powieści Skaut, jej o kilka lat starszy brat James (Jem) oraz ich kompan – Dill. Dill to chłopak, który przyjeżdża do Maycomb każdego lata. Mieszka w tym czasie u babci, ale przez cały rok jest włóczęgą. Z jego niejasnych napomknień wynika, że tak naprawdę nie ma rodziców ani domu, a w każdym razie nie w takim sensie jak bezpieczne, znajdujące się pod czułą opieką ojca i czarnoskórej służącej Calpurnii rodzeństwo Finchów. Jest z tego powodu dojrzały ponad wiek, ale bardziej pod względem sprytu i zaradności niż racjonalnego osądu sytuacji. Dill to trochę mitoman, fantasta. Opowiada niestworzone historie o swoich przygodach, które jak można mniemać nigdy nie miały miejsca.

Ale Dilla nie da się nie lubić. Jego skłonność do bajania, włóczęgostwo, na które jest poniekąd skazany i urok osobisty sprawiają, że chłopak zostaje pierwszą miłością Jean Louise. Postać Dilla nawiązuje do osoby Trumana Capote, jest jego literacką kreacją. Harper Lee przyjaźniła się w dzieciństwie z autorem Śniadania u Tiffany’ego, podejrzewano nawet, że to on był faktycznym twórcą jej słynnego dzieła, jako że sama Lee już niczego później nie opublikowała.

Z czasem mali mieszkańcy Maycomb dorastają, poznają mroczną stronę życia, gorzki smak niesprawiedliwości, bezradność wobec zła. Skaut i Jem uświadamiają sobie, w czym uczestniczy ich ojciec, towarzyszą jego heroicznej walce. Czy rzeczywiście okażą się bezradni? Jak zareagują na ludzką krzywdę i czego nauczy ich doświadczenie oporu wobec większości? Kim dzięki temu się staną?

Odpowiedzi znajdziecie w książce. W książce bardzo mądrej i ważnej. W historii, która silnie oddziałała na amerykańską wyobraźnię, przypominając o wartościach, na jakich ten naród i to państwo zostały ufundowane.

Sam Atticus stał się dla obywateli USA bohaterem modelowym, wzorem moralnym. Jego osoba i postawa doskonale wpisują się w amerykańską tożsamość, której istotą jest umiłowanie wolności, równości i sprawiedliwości realizowane na gruncie prawa gwarantowanego przez instytucje demokratyczne, zwłaszcza – system sądownictwa. Clou tych idei tkwi w prawdzie, którą Finch wyraża w godnym zapamiętania zdaniu: Myślę, że jest tylko jeden rodzaj ludzi. Ludzie.

W kontekście kompleksu białych Amerykanów wobec zniewalanych przez ich przodków Murzynów (kompleksie, który ujawniał się stopniowo, aż pod koniec XX wieku stał się nad wyraz widoczny, przyjmując czasem groteskowe formy) – dzieło Harper Lee odgrywa i odgrywało szczególną rolę. Napisała je u progu lat 60., które były szczytowym okresem wolnościowych dążeń czarnej ludności Stanów Zjednoczonych, działalności Martina Luthera Kinga i Malcolma X. W Alabamie reaktywował się rasistowski Ku Klux Klan… Sytuacja polityczna była wówczas bardzo napięta, a sprawa dyskryminacji Afroamerykanów stanowiła realny problem.

Dzięki takim tekstom jak powieść Harper Lee artystyczne i intelektualne elity USA mogły uderzyć się w piersi i przyznać rację czarnoskórej społeczności w jej diagnozie i postrzeganiu obustronnych relacji, mogły podjąć refleksję nad stosunkami społecznymi, których kształt przez lata wyznaczały. A jednocześnie świadomy krzywdy wyrządzonej Murzynom czytelnik Zabić drozda zyskiwał możliwość znalezienia winnych poza samym sobą. Bo winnymi w jego oczach stawali się „oni” – sąsiedzi, lokalne zbiorowości, anonimowi mieszkańcy południowych miast i miasteczek, wśród których zawsze trafiali się tacy osobnicy jak powieściowi Ewellowie (szczególnie wrogo nastawieni do swoich czarnoskórych sąsiadów). Natomiast moje ja, ja czytelnika odnajdywało siebie, swoje potencjalne czyny i wybory w postaci Atticusa Fincha. Każdy odbiorca tekstu w naturalny sposób chciał się z nim identyfikować.

Cała sprawa jest zatem złożona. Jak pogodzić kompleks zrodzony z dominacji jednej grupy etnicznej nad drugą z dumą, która wynika z przynależności do wielkiego, szlachetnego narodu – narodu Atticusów Finchów (przynajmniej w świecie idealnym)? W jaki sposób nie przekroczyć granicy absurdu polegającego na gloryfikowaniu murzyńskiej ludności Ameryki – jej wpływu na współczesną historię i kulturę? Czy wszyscy są w równym stopniu odpowiedzialni za nieszczęśliwy los jednej z ras? Czy aktualny jest podział na białych krzywdzicieli i czarnoskóre ofiary? W kim obecnie można by dostrzec tytułowego drozda, skoro ten symbol ma z założenia charakter uniwersalny?

Na szczęście Harper Lee wiedziała, jak unikać schematów, czarno-białego (nomen omen) oglądu rzeczywistości i tego, co nazywamy dziś poprawnością polityczną. Jej utwór jest głosem w sprawie, głosem zaangażowanym i wtedy gdy wybrzmiewał szczególnie potrzebnym. Ale jest również czymś więcej, czymś, co wykracza poza społeczne problemy i realia, do których się zasadniczo odnosi.

Stanowi przenikliwą analizę ludzkich postaw, decyzji, motywacji, pozbawioną dydaktyzmu pochwałę moralności, metaforę ducha wielkiego narodu, a także, a może przede wszystkim – piękną, liryczną opowieść o dzieciństwie, ocalającą od zapomnienia świat amerykańskiej prowincji, upalnego, zakurzonego Południa USA sprzed niespełna stu lat.

Wybrane cytaty

1) Ale ja, zanim będę mógł żyć w zgodzie z innymi ludźmi, przede wszystkim muszę żyć w zgodzie z sobą samym. Jedyna rzecz, jaka nie podlega przegłosowaniu przez większość, to sumienie człowieka.
2) Atticus zawsze nam powtarzał, że uprzejmość nakazuje rozmawiać z ludźmi o rzeczach interesujących dla nich, a nie dla nas.
3) Aż do chwili, gdy się przestraszyłam, że stracę tę umiejętność, nie kochałam czytania. Bo czy można kochać oddychanie?
4) Trzymaj głowę wysoko, a pięści nisko. Bez względu na to co ci powiedzą, nie daj się sprowokować.
5) Wrogi tłum zawsze składa się z pojedynczych ludzi.
6) Ludzie nie lubią, kiedy ktoś zaczyna pokazywać, że umie więcej niż inni.
7) Nie można poznać człowieka, póki nie włoży się jego butów i nie pochodzi się w nich trochę.
8) Są na tym świecie ludzie, którzy urodzili się po to, żeby wykonać za nas najtrudniejszą robotę.
9) Ludzie mają zwyczaj kultywowania całkiem normalnych nawyków nawet w najmniej normalnych okolicznościach.
10) Ludzie na ogół widzą to, co chcą zobaczyć, słyszą to, co chcą usłyszeć.