„Archipelag Gułag” Aleksandra Sołżenicyna (tom 3)

Ukończyłem Archipelag Gułag. Była to podróż, która zdawała się nie mieć końca. Setki faktów, dygresji, epizodów. Wielka rzeka cierpienia zalewająca Rosję – Moskwę, kazachskie stepy, syberyjskie tajgi. Sołżenicyn porównał gęstniejącą sieć łagrów do raka, który się rozrasta i daje przerzuty.

Najbardziej zapamiętam:
a) opisy aresztowań i metod śledczych stosowanych w sowieckich więzieniach,
b) opowieść o ucieczkach z niewoli niezłomnego Estończyka Tenno,
c) relację z heroicznego powstania łagierników w Kengirze.

Tom III, ostatni tom wielkiej epopei o sowieckim terrorze, a ściślej: jego emanacji – systemie Gułagu – przynosi relacje najbardziej bezpośrednie, bo oparte na przeżyciach obozowych samego autora.
Po serii odsiadek etapowych (w Moskwie i okolicach) Sołżenicyn trafił do łagru w kazachskim Jekybastuzie, specobozie dla więźniów politycznych. Na przykładzie Jekybastuzu snuje autor opowieść o zniewoleniu i odwadze, łajdactwie i heroizmie, małości i wielkości człowieka.

Opowiada o niesamowitych ucieczkach (zwłaszcza etatowego zbiega, Estończyka Tenno), rodzeniu się gotowości do buntu i jego ewolucji (od eliminowania szpiclów poprzez strajki głodowe, aż po akty dywersji, a nawet zrywy powstańcze w Norylsku czy Kengirze), o zmieniających się stosunkach między władzą a osadzonymi w obliczu przeobrażeń politycznych (śmierć Stalina, upadek Berii, odwilż Chruszczowa).

Schyłek Gułagu był powolny i krwawy. Archipelag zostawił traumatyczne ślady w pamięci pokoleń. Pochłaniając miliony ludzkich istnień, ukazał, do czego prowadzi praktyczna realizacja ideologii komunizmu.

Dzieło Sołżenicyna stanowi wstrząsające memento. Choć niełatwe w odbiorze (z uwagi na rozwlekłość, dygresyjność, ciężar tematyczny) powinno być lekturą obowiązkową. Zwłaszcza dla osób, które w marksizmie dostrzegają jakieś pozytywy i które zgadzają się na obecność w naszym życiu jego współczesnych, z pozoru niegroźnych, mutacji (jak genderyzm, feminizm, polityczna poprawność czy ekologizm).

Notatki z lektury

1) W latach 50. schyłek Gułagu, choć powolny („Czas kończyć tę zabawę”). Przejawia się m.in. w drobnych scenach z łagru – knajacy nie są już tak bezkarni wobec politycznych, bo ci potrafią się odgryźć, odwinąć. Suki chodzą wprawdzie z nożami (pomocnicy strażników mieli taki przywilej), ale nie mogą sobie już na wszystko pozwolić względem „58”. Transportowani więźniowie czują wsparcie ludu – przypadki zwyzywania konwojentów, dodawania otuchy więźniom.
2) Sołżenicyn w Kujbyszewie (w kujbyszewskim zborniaku).
3) Sołżenicyn: „Wstyd teraz być Rosjaninem!” – krzyczał Hercen, kiedy dusiliśmy Polskę.
4) „Tak to już u nas bywa, że ci, którzy zabijają w naszym imieniu to partyzanci, a ci, którzy zabijają nas – to bandyci”.
5) Sołżenicyn pisze trochę o stosunkach rosyjsko-ukraińskich. Lenin dał Ukrainie wolność, by ją wkrótce odebrać. Trudne współżycie bratnich narodów, z których większy odmawia mniejszemu prawa do samostanowienia.
6) Wojna w Korei sprawiła, że wielu politycznych marzyło o zaciągnięciu się pod sztandary ONZ. Wierzono, że Korea może być zapalnikiem trzeciej wojny światowej, tak jak konflikt domowy w Hiszpanii był preludium do drugiej. Marzono o wybuchu trzeciej wojny – perspektywa wolności czy zagłady atomowej? Wóz albo przewóz. „Doszliśmy do kresu, do takiego stanu, w którym człowiek nie ma już nic do stracenia”.
7) „Tak bardzo byliśmy przytłoczeni, że nie potrafiliśmy już spojrzeć poza horyzont naszego nieszczęścia”.
8) Sołżenicyn na jednym z etapów trafia na chwilę do Omska, tam, gdzie przebywał Dostojewski, do twierdzy, „martwego domu”.
9) W latach 50. autor w spec-obozie (stiepłagu), dla samych politycznych (Kazachstan, Jekybastuz). Warunki ciężkie, numerowanie więźniów (nie na skórze wprawdzie, ale numery wszywane jako łaty na więziennych łachmanach). Trzeba się pisemnie usprawiedliwiać z każdego uchybienia (np. nieuporządkowania pryczy). Strażnicy (głównie pridurkowie) chodzą z pałkami i często ich używają. Niektórzy skazańcy mają wyroki po 25 lat! Czyli mogą wyjść dopiero w latach 70.
10) W spec-obozie odcięcie od kontaktów z rodziną, katorżnicza praca, np. w kopalniach, tysiące więźniów dręczonych każdego dnia (a były to już lata powojenne, kiedy świat dowiedział się o piekle kacetów i myślał, że to już się nie może wydarzyć, powtórzyć). Nie można mieć nic swojego (żadnej własności – nawet papieru), ciągłe kontrole, szykany, represje.
11) Spec-obóz a obóz poprawczy (ITŁ – isprawitielno-trudowych łagieriej) to jednak różnica, jeszcze niższy krąg piekła. Jeden ze straszniejszych spec-obozów (stiepłagów) – w Spasku.
12) Sołżenicyn pyta o żałosną bierność więźniów w spec-obozach. Dlaczego się nie buntowali? Byli przeświadczeni, że w łagrze człowiek jest szczurem i kanibalem? Nauczyło ich tego wieloletnie doświadczenie ITŁ-ów? Na etapach, w zborniakach nie oddawali się wolnościowym urojeniom, ale zastanawiali się, jak urządzić się w nowych-starych realiach niewoli („jak podtrzymać sztafetę niewolnictwa”).
13) Pierwsze kroki w obozie – do łaźni. „Człowiek nagi czuje się dziesięciokrotnie bardziej bezbronny niż ubrany”.
14) Sołżenicyn jest w grupie więźniów rozbudowujących więzienie. Praca przymusowa, ale jednak dla sumienia – hańba. Autor pisze o ucieczkach, na które sam nie miał odwagi. Jedni uciekali (oczywiście była to kropla w morzu), inni poszerzali łagry.
15) Porównanie Rosji carskiej do sowieckiej. W carskiej rosnąca rola opinii publicznej jako tamy dla despotyzmu. Z pięciu skazanych na szafot dekabrystów, czterem darowano życie. Zamachowcy i potencjalni carobójcy (w tym brat Lenina) nie dostawali dożywocia, a współspiskowcy mogli liczyć na łagodne kary. W przededniu rewolucji lutowej, w carskich więzieniach – garstka politycznych. Lenin odbywał wyrok w cieplarnianych warunkach – czytając, pisząc (nawet publikując) i w miarę swobodnie się przemieszczając!
16) Katorżnicy za Aleksandra i Mikołaja, a katorżnicy Gułagu (za Stalina i jeszcze Berii) to również zasadnicza różnica. Sachalin Czechowa czy Omsk Dostojewskiego w porównaniu do sowieckich łagrów były niemal igraszką. Terror Stalina a terror Stołypina to przepaść.
17) Opinia publiczna – suma zależnych od siebie wzajemnie, ale zupełnie osobistych jednostkowych opinii wyrażanych w sposób nieskrępowany i całkowicie niezawisłych od opinii organów państwowych czy partyjnych. Rosyjska opinia publiczna w pierwszych latach XX wieku była zadziwiającą siłą, to dzięki niej można było oddychać swobodnie. I z jej to powodu carat upadł?
18) Dlaczego więźniowie się nie buntowali, nie walczyli, tylko głodowali, znosili cierpliwie wszystkie szykany? Dlatego że na zewnątrz nie istniała opinia publiczna! Jakie możliwości ma aresztant? Protest, głodówka, ucieczka, bunt. Pierwsze dwa są skuteczne i groźne dla gospodarzy więzień tylko tam, gdzie istnieje opinia publiczna.
19) Dlaczego ucieczka z gułagu była prawie niemożliwa? Ponieważ ludność okoliczna nie pomagała (ze strachu lub z przekonania), albo co gorsza – donosiła na zbiegów.
20) Cud pamięci, która w warunkach obozowych, więziennych rozszerza się do niewyobrażalnych wręcz granic. Sołżenicyn miał arkusz papieru i ołówek (codziennie była kontrola i rewizja, więc nie było mowy o żadnym ciągłym, systematycznym pisaniu – każda treść kontrolowana). Każdego dnia zapisywał na arkuszu kilkanaście wersetów i uczył się ich na pamieć. Potem kartkę palił i utrwalał sobie układ linijek dzięki zapałkom bądź paciorkom różańca z chleba. Tak tworzył, mozolnie zapamiętując kolejne fragmenty swego dzieła.
21) „Gdy nam źle, nie wstydzimy się Boga. Wstydzimy się Boga, kiedy nam jest dobrze”.
22) W łagrze sporo szpiegów i donosicieli: „Trzeba mieć promienie intuicji w oczach, żeby nie wylecieć w powietrze”.
23) W Jekybastuzie Sołżenicyn poznaje jednak wiele niezwykłych osób, np.
a) inżyniera Arnolda Lwowicza Rapaporta, którego „oczy zostały stworzone po to, aby odbijało się w nich (ukazywało) cierpienie”. Był polihistorem, erudytą – zajmował się techniką, fizyką, ale również filozofią miłości (opowiadał, pisał w myślach, snuł plany wielkich, szerokokontekstowych dzieł). Podczas jednego z wymarszów gonił porwane przez wiatr karty ze swoimi projektami. Nawet konwojenci zrozumieli, że to coś ważnego i mimo że wymierzyli ku niemu lufy pepeszy, nie odważyli się wystrzelić. Wołał: Nie niszczcie moich rysunków! – w nawiązaniu do słów Archimedesa (Noli turbare circulos meos).
b) Inna postać – chudy rudzielec Sirin, ateista, który przeżył głębokie nawrócenie i stał się żarliwym wyznawcą chrześcijaństwa w jego heretyckiej odmianie.
c) Był również w tym łagrze grecki poeta, dochodiaga, na skraju śmierci. Tak odpowiadał S., gdy ten próbował go pocieszyć: „W akcie umierania najstraszniejsza jest nie sama śmierć, tylko faza moralnego przygotowania się do niej”. Już mu było „i straszno, i gorzko, i żal, już opłakał utracone życie, już zżył się całkowicie z myślą o nieuchronności śmierci i już gotów jest na nią. Jedno tylko jeszcze zostało – trzeba, aby dopełniła się śmierć ciała”.
d) Albo Węgier Janosz – rusofil, miłośnik Lermontowa, który trafił do swojej duchowej ojczyzny znanej z młodzieńczych lektur i marzeń po to, by doświadczyć piekła. W Gułagu nadal ją kochał. Mówił, że życie jest ciągłym żegnaniem kolejno mijających dni.
e) W obozie także słynny Własow – nie tylko działacz polityczny, ale również – jak mógł się przekonać Sołżenicyn – artysta żywego, mówionego słowa (Szkoda – ubolewał S. – że nie udało się jego malowniczych wypowiedzi zapamiętać, zapisać).
f) I jeszcze Żenia Kiszkin – potrafiący ironią i drwiną dodawać otuchy towarzyszom niedoli i upokarzać obozowe władze – pełnił w łagrze rolę cwanego kpiarza, błazna (bawił, ale też i wzruszał, gdy śpiewał liryczną, tęskną pieśń do „jedynej żonki”).
g) Wreszcie „urodzony”, „zawodowy zbieg” – Tenno (petersburski Estończyk, wysoki, powolny) – uciekał wielokrotnie (zazwyczaj te ucieczki udaremniano), wolał śmierć niż niewolę.
24) Grigorij Pawłowicz Tenno opowiada dzieje jednej z takich dramatycznych przygód. Sołżenicyn oddaje mu głos. Uciekali we dwóch, Tenno – rosły chłop i mały Kola. Najpierw musieli dotrzeć do brzegu Irtyszu, potem z biegiem rzeki kierowali się na Omsk. Trzy tygodnie brawurowej ucieczki – na skradzionym koniu, w łódce, na rowerach. Mieszkańcy okolicznych wiosek (głównie Kazachowie) nieufni, nieprzyjaźni. Tylko jeden starzec ugościł zbiegów. Pozostali zmuszali ich do gróźb i używania siły (jeśli nie można było po prośbie). I donosili. Był moment zwrotny, gdy Tenno i Kola trafili na łódkę, w której płynęła para w średnim wieku. Mieli ze sobą dobytek, dokumenty, porzucili dotychczasową jurtę, szukali lepszego życia. Można ich było łatwo okraść i przejąć ich tożsamość (Kola z łatwością mógł udawać kobietę). Taki był plan. Zbiedzy podali się za funkcjonariuszy i już mieli ruszyć do akcji, gdy Tenno poczuł, jak coś ociera mu się o nogę. Był to mały, biały kotek należący do pary. To go powstrzymało. Wzruszył się, ulitował i pozwolił im odpłynąć. Chłop jeszcze zawołał do niego: „Panie naczelniku, niech pan zwróci uwagę na dwóch zbiegów, którzy kręcą się po okolicy!”. Od tej chwili wszystko potoczyło się źle. Uciekinierzy rozpalili ogień w szałasie – upiekli ziemniaki, ale zostawili widoczny ślad. Potem w jednej z chat podawali się za funkcjonariuszy, ale zostali zdemaskowani i musieli salwować się gwałtowną ucieczką. Już na nich doniesiono i na miejsce przybyły służby. Otoczono dom, oddano strzały. Tenno postrzelony, Kola uciekł na porwanym rowerze. Złapano go parę dni później. Tenno – jako amerykański agent i zbrodniarz (taką łatkę zbiegom przypięto) – lżony przez miejscowych, odprowadzany wyzwiskami i klątwami (także z ust dzieci). Potem konwojowany z powrotem do łagru – związany jak kłoda drewna. Był rok 1950. Za karę wielomiesięczna koza i wyrok wydłużony o dwa lata, do 1975 r. (uciekinierzy uniknęli jednak skazania z paragrafu o dywersji gospodarczej – narażenia państwa na koszty, w tym przypadku koszty pościgu – ten paragraf skutkował karą śmierci). Dzielny Tenno umarł na raka w 1967 r. Pod koniec życia chciał walczyć z komunistycznymi zbrodniarzami, wykonać na nich zasłużone wyroki śmierci (pewnie w ramach działalności partyzanckiej, „terrorystycznej”). Nie mógł znieść, że taki np. Mołotow zażywa spokojnej emerytury. Przed odejściem Tenno zdążył jeszcze przejrzeć i poprawić swoje notatki. Sołżenicyn część z nich zaprezentował.
25) Bywały ucieczki źle zorganizowane, nieprzygotowane, gdzie nie było jedności między zbiegami (zwłaszcza, jeśli byli nimi knajacy). Trzech uciekało – jeden z nich prowadził. Ci dwaj stwierdzili, że go zabiją i wypiją jego krew (pragnienie było ogromne). Tamten zarzekał się, że wie o miejscu z wodą, że jeszcze parę wiorst. Towarzysze go ukatrupili – krew jednak okazała się zastygła. Poszli dalej i rzeczywiście wkrótce znaleźli wodę.
26) Metody wydostawania się z łagru – podkopy (poprzedzone wielodniowymi przygotowaniami), sterroryzowanie konwojentów w czasie robót (porwanie auta i próba wyjechania nim poza zonę).
27) W spec-obozach dla politycznych (funkcjonowały od 1949 r.) wartownicy na wieżyczkach strzelniczych potrafili masakrować zeków seriami z pepesz (rozrywającą amunicją dum-dum, po wojnie zakazaną w światowych konwencjach i traktatach). To była jednak nowość, bo w łagrach „zwykłych” (ITŁ-ach) takich praktyk raczej nie stosowano. Tam zabijano np. za przekroczenie niewidzialnej linii granicznej zony (na robotach ogólnych). Strzelano do pojedynczych więźniów. W stiepłagach do całych grup.
28) Stopniowo w spec-obozach narastał bunt. Zaczęło się od tzw. szatkowania. Więźniowie organizowali się w grupy (często wg klucza narodowościowego lub kulturowego, np. muzułmanie) i eliminowali spośród siebie szpiclów. Taki szpicel był zaskakiwany nad ranem, tuż przed przebudzeniem. Wyznaczony zek zarzynał szpicla nożem i wracał na swoje miejsce. Z czasem donosiciele zaczęli się chronić u administracji, ale ponieważ byli demaskowani, tracili dla władz obozu wartość. To eliminowanie kapusiów utrudniło władzom korzystanie z użytecznego narzędzia. Zekowie polityczni – pozbawieni w spec-łagrach uciążliwego towarzystwa knajaków – zaczęli się samooczyszczać, jednoczyć, ufać sobie (pridurkowie, brygadziści, szeregowi więźniowie). W niektórych obozach zaczęły się otwarte bunty, zrywy powstańcze. Brawurą wykazywali się m.in. Ukraińcy, zawziętością – muzułmanie.
29) W Jekybastuzie przychodzi moment, kiedy władze zaniepokojone potencjałem buntu dzielą obóz na dwie zony – do jednej Ukraińcy (ok. 2 tys.) – jako najgroźniejsi, trzeba mieć ich pod specjalnym nadzorem, do drugiej – Rosjanie przemieszani z całą resztą nacji.
30) Więźniowie z jednego baraku podrzucili do innego benzynę (w ramach odwetu za donosicielstwo), chcąc podpalić (czy tylko nastraszyć) szpiclów. Wszczęto alarm i oto strażnicy zaczęli ostrzeliwać baraki, na oślep wybijać więźniów z całej zony. Doszło do masakry. To było zarzewie strajku głodowego, który trwał kilka zimowych dni. Zona ukraińska nie włączyła się do akcji i normalnie wychodzono tam do pracy. Władze zaczęły negocjować, obiecały większe przydziały żywności, poluzowanie niektórych obostrzeń. Strajk wygasł. I tylko jeden Polak, niejaki Węgierski, nie dał się skusić, złamać. Sołżenicyn pisze, że wtedy zrozumiał, skąd Polacy brali siłę do powstań. Gdyby wszyscy byli jak ów Węgierski… (a zostało mu do końca wyroku niewiele, siedział już ponad 10 lat).
31) Po strajku do obozu przybywają funkcjonariusze z centrali. Prowadzą śledztwo niby po dobroci. Ale oto podstępem wyławiają podejrzanych w szczerym stepie, podczas robót. Wytypowanych poddają torturom – lecz nie własnoręcznie – rękami szpiclów! I wywożą.
32) Grupa donosicieli przewieziona etapem (bodajże do Karagandy) w roli świadków oskarżenia. Kiedy wracają, chronią się wszyscy w baraku, nie chcą go opuścić z obawy przed zemstą zeków. Stopniowo jednak szpicle odzyskują pewność siebie.
33) Sołżenicyn ma raka, guz się powiększa, ale jakież to ma znaczenie w obliczu tylu cierpień obozowego życia. Pisze, że niewiele sobie robił z choroby, która w normalnych okolicznościach byłaby przecież tragedią.
34) Stalin w 1952 r., szykując się do trzeciej wojny, tworzy kolejne stiep-łagi, niektóre łączy, poszerza. Jekybastuz połączony z Kengirem. Teraz to tzw. dal-łag.
35) Rozruchy na innych wyspach Archipelagu (Workuta), a także w łagrze w Kengirze. Polityczni już nie prowadzą głodówek, po prostu odmawiają wyjścia do pracy. Władze obozu, osłabione wydarzeniami na szczycie (śmierć Stalina, krótkie rządy Berii, a potem jego odsunięcie i uznanie za zdrajcę) – są skłonne do negocjacji. To z kolei trochę demotywuje więźniów – czują, że może już niedługo nastąpi koniec piekła, że trzeba pójść na ustępstwa i swoje przeczekać. Bunty jednak się tlą.
36) Administracja wyciąga z baraków buntowników, siłą ich z nich wywleka (i to rękami oficerów!). Wreszcie – kończy im się cierpliwość. Strzelają seriami do zbitej masy ludzkiej. Giną ludzie dwojakiego rodzaju (ci z pierwszych szeregów): śmiałkowie oraz wahający się, niezdecydowani. W jednej z takich masakr w Workucie straciło życie kilkadziesiąt osób.
37) Są także sytuacje, gdy któryś ze strażników zabija Bogu ducha winnego więźnia, zupełnie bez przyczyny. To rodzi gniew, jednoczy więźniów w pragnieniu buntu, odwetu.
38) Władze obozu wpadają na diabelski pomysł – przysłać kontyngent knajaków, posłużyć się nimi w walce z politycznymi.
39) Powstanie w podobozie w Kengirze, największy bunt w dziejach Archipelagu.
a) Jest połowa maja 1954 r. Do łagru właśnie zostali przywiezieni knajacy (kilkaset osób), by realizować cele władz – tak jak dawniej zatruwać życie pięćdziesiątkom ósemkom.
b) Tymczasem knajacy, słysząc tu i ówdzie o szatkowaniu i strajkach w wykonaniu politycznych, nabierają do nich szacunku. Ponadto zdają sobie sprawę, że są mniejszością w kilkutysięcznym obozie. Dochodzi do porozumienia między politycznymi i knajakami. I to jest punkt zwrotny – zapalnik powstania.
c) Rozpoczynają je knajacy, którzy mogą teraz przekierować swój popęd do awantur na administrację (zamiast – jak to było zawsze – na „58”). Po rozbiciu barier i zapór dzielących strefy obozu opanowują strefę gospodarczą. Potem dołączają polityczni. Przejęte zostaje centrum łagru. Padają strzały, są zabici i ranni. Pierwszy raz w historii Archipelagu władze łagru strzelają do knajaków!
d) Powstanie trwa. Ważną rolę odgrywają w nim kobiety, które ukrywają powstańców (właśnie knajaków) w swoich barakach. Polityczni zaufali szemranym, że ci nie będą gwałcić kobiet. Administracja bardzo liczyła, że dojdzie do uwolnienia się chuci, co spowoduje rozłam wśród powstańców (polityczni zaczną bronić kobiet przed knajakami). Tymczasem szemrani nie tykają kobiet, traktują je z szacunkiem.
e) Przyjęto mądrą zasadę, żeby walczyć na oczach kobiet, negocjować z naczalstwem w ich obecności, ponieważ mężczyzna, mając świadomość, że kobieta patrzy, staje się z konieczności odważniejszy.
f) Przychodzi moment, kiedy władza przystępuje do negocjacji. Pojawiają się urzędnicy z centrali (najpierw z Ałma-Aty, potem z samej Moskwy). Wojskowi, ministrowie itp. Wśród powstańców poczucie zwycięstwa podszyte obawą, że władze wcale nie odpuściły, że ta łagodność to podstęp.
g) W międzyczasie więźniowie (teraz tworzą jakby wewnętrzne, zjednoczone państwo) doskonale się organizują: sporządzają naprędce małą hydroelektrownię, dzięki czemu mają w zonie światło, prąd. Dzielą się żywnością w sposób racjonalny i sprawiedliwy – okazuje się, że każdemu przypada jej teraz więcej. Na terenie zony funkcjonują zakłady (krawiecki, szewski), są fryzjerzy, istnieją nawet sądy rozjemcze przydatne w sporach między więźniami. Duchowni uskuteczniają praktyki religijne.
h) Więźniowie organizują małą radiostację, uruchamiają megafony (z przejętych magazynów). Konstruują nawet balon z ulotkami, który jednak szybko wybucha (zahaczając o druty), potem ulotki przytwierdzają do latawców (pomysł i robota Czeczeńców). W odpowiedzi zwierzchnictwo zajmuje się wyłapywaniem tych latawców, a potem sporządza swoje z kontr-ulotkami. Wojna latawcowa w połowie XX w.!
i) Mijają dni. Cisza. Co robić? Czego żądać? Zdarcia numerów obozowych z ubrań, sprawiedliwego dzielenia racji żywnościowych, otwartych stref, nieryglowania baraków itp. A przede wszystkim – rozliczenia winnych krwi powstańców przez władzę centralną (w śledztwie i procesie).
j) Powstańcy powołali komisję, na której czele stanął niejaki Kuźniecow (były oficer). I on przyjął linię ugodową: w myśl której władza sowiecka jest dobra, a tylko nadzorcy obozu dopuścili się nadużyć. Kalkulował, że eskalacja buntu może skutkować jego brutalnym stłumieniem. Ta linia została przyjęta. Powstańcy nie odważyli się zażądać wolności! Trzeba dodać, że w komisji radykalne skrzydło reprezentował niejaki Sułczenkow (również żołnierz), a uległe, krytyczne wobec powstania „prawomyślny” Makiejew. Kuźniecow jako lider poruszał się z ochroniarzami, byczkami ukraińskimi uzbrojonymi w noże.
k) Skończyło się zatem na postulatach polepszenia warunków życia w łagrze, godnego traktowania itp. Kiedy generał prowadzący negocjacje z delegatami powstańców powiedział: „Wy nie możecie żądać, możecie jedynie prosić” – ci rzeczywiście zwracali się już tylko z prośbami.
l) Po dwóch tygodniach od przejęcia zony przez powstańców i bezskutecznych nawoływaniach do pracy przez administrację – „gospodarze” wydrążają w murze okalającym obóz szereg wyłomów, tuneli. Ustawiają tam karabiny maszynowe. Jest to przygotowanie do krwawego zdławienia buntu. Jednocześnie gospodarze zachęcają do rezygnacji z buntu – kto się podda i wróci do pracy, nie poniesie żadnych konsekwencji. Proponują uwolnienie małolatkom! Ci jednak, w grupie ok. 400 osób odmawiają – okazując solidarność z resztą powstańców. Ośmiotysięczny tłum trzyma się wciąż razem, zjednoczony wokół moralnych racji. Prawie nikt nie ucieka, nikt się nie poddaje.
m) Powstańcy żądają przybycia kogoś z Rady Państwa, mówi się, że przyjedzie Malenkow. Słyszą o rozruchach w pobliskim Rudniku, liczą na inne filie specobozu, nawet na Karagandę, a potem może cały Archipelag. Już wcześniej miało przecież miejsce powstanie w Norylsku. Tymczasem naczalstwo grozi więźniom likwidacją Kengiru i wywózkami do Magadanu, na Kołymę.
n) Obóz jest otoczony. W lokalnym radio szkalowanie więźniów (wywrotowcy, lubieżnicy, prostytutki), żeby wzbudzić niechęć okolicznej ludności.
o) Czterdziestego dnia powstania, w gorący czerwcowy dzień – zmasowany atak. Czołgi, rakiety, nawet wojskowy samoloty nad obozem. Masakrowanie więźniów. Jedni biegają zdezorientowani, inni kładą się na podłodze w barakach, jeszcze inni dobywają swoje szable i piki, i giną w beznadziejnej walce. Pewna para rzuca się w miłosnym, straceńczym uścisku pod czołg. Powstańcy rzucają w morderców płonącymi krawężnikami (broń, którą sami wynaleźli i przygotowali) – nie mają jednak szans wobec pocisków z luf czołgów i karabinów maszynowych. Kobiety zasłaniają ciałami mężczyzn. Tratowani, miażdżeni wszyscy – bezlitośnie.
p) Ginie ok. 700 osób – część pochowana w zonie, część w płytkim stepie. Dla porównania, w rozruchach z 1905 r. carska władza uśmierciła ok. 100 osób.
q) Wielu więźniów z Kengiru deportowanych na Kołymę. Reszta wraca do pracy, wagony czekały zbyt długo na rozładowanie.
40) Zesłania. Tradycja w Rosji sięga początków XVII w. W latach 20. XIX w. car Aleksander rozpoczyna zsyłki na szeroką skalę. Przez cały wiek ok. pół miliona zesłańców, przy czym trzeba odróżniać wygnańców – osiedleńców (z kawałkiem ziemi przyznawanej przez państwo) od katorżników – skazywanych na przymusowe roboty. Pod koniec XIX w. na zesłaniu ok. 300 tys. osób.
41) Zsyłani m.in.: Puszkin (Michajłowsk), Radiszczew (twierdza Ilimsk), Dostojewski (twierdza Omsk). Ale przebywali w dobrych warunkach. Polityczni byli traktowani lepiej przez konwojentów, miejscowa ludność, na ogół odnosząca się wrogo do zesłańców, w politycznych widziała nauczycieli.
42) Zaradny gospodarz wyrabia kiełbasy, ma mały sklep. Odbierają mu to, trafia do kołchozu i tam wykorzystuje swój talent na jego rzecz. Urzędnicy nie mogą wybaczyć mu zdolności. Zajmują mienie, odzierają go ze wszystkiego. Nasz bohater nie ma już nic, zostały mu tylko fikusy, które wyhodował. W rozpaczy ścina je siekierą. Komornicy-czekiści natychmiast stawiają zarzuty:
a) Te fikusy stały się własnością państwa, zatem akt ścięcia ich siekierą jest sabotażem, zamachem na mienie państwowe.
b) Utrzymywanie prywatnej własności jest wyrazem nieufności do idei kolektywizacji.
c) Używanie siekiery w sposób niebezpieczny, w celu zamachu na władzę ludową.
43) Grupa starowierców wymknęła się bolszewickiemu terrorowi i zawczasu powędrowała w tajgę – tam założyli osadę, która funkcjonowała lepiej niż większość kołchozów. Była zupełnie niewidoczna i starowiercy w tajemnicy, odcięci od świata, żyjąc wśród dzikich zwierząt, przetrwali w tej słodkiej hibernacji całe lata. Enklawa, azyl – mimo ciężkich warunków. I oto w końcu wypatrzył ich i namierzył jakiś lotnik. Przypadkiem. Wezwał służby, które niezwłocznie zjawiły się w celu likwidacji tej wyspy-widmo, wyspy wolności.
44) Dochodziło jednak do paradoksów. Bywało, że zesłańcy chcieli wracać (i niektórzy wracali!) do łagrów. Bo na zesłaniu nie było pracy, a jak była, to wyzysk zdarzał się jeszcze większy niż w gułagu. Mieszkało się w lodowatych lepiankach, a w łagrze chociaż baraki były ogrzewane.
45) Wysiedlanie całych narodów, masowe deportacje. I to jeszcze w późnych latach 40., po wojnie. Najwięcej przesiedleń do Kazachstanu, który Sołżenicyn proponuje nazywać Ka-zek-stanem.
46) Najbardziej niepokorni – Czeczeńcy, najlepiej zorganizowani – Niemcy, stosunkowo „najbogatsi” (ale tylko do momentu deportacji) – Estończycy, najsprawniejsi – Koreańczycy.
47) Cóż to za kraj, w którym miliony (więzionych, zsyłanych, przesiedlanych, prześladowanych) pragnie wybuchu trzeciej wojny światowej, wojny atomowej? Pytanie retoryczne.
48) Jak zdefiniować sowiecką Rosję? Jako kraj stłamszonych możliwości, sparaliżowanej woli.
49) Sołżenicyn staje się w końcu zesłańcem. Opuszcza obóz w Jekybastuzie i trafia do Koktereku. Tam, po wielu perturbacjach (m.in. drobnych pracach statystyczno-technicznych) zostaje nauczycielem matematyki w miejscowym gimnazjum (?). Rola belfra bardzo mu odpowiada, sprawia ogromną radość. Prowadzi nowatorskie warsztaty z astronomii, w małym obserwatorium. Dzieci garną się do nauki, bieda sprawiła, że rozumieją jej wartość, czują jej głód.
50) Już w latach 60. i później dochodziło do przypadkowych spotkań między byłymi zekami a ich oprawcami z obozu. To tak jakby ocalali z holocaustu Żydzi spotykali esesmanów. I jaka była wówczas reakcja złoczyńców? Bagatelizowali popełnione zło. Nawet próbowali żartować. Wciąż mieli psychologiczną przewagę nad ofiarami – ofiary nie potrafiły wykorzystać swojej przewagi moralnej.
51) Traumy byłych zeków: wciąż ćmi w sercu, znużenie… Nie można się wyzbyć znużenia. Określenie: przeklęta fatalność.
52) „Interesujący są jedynie ci, którym się nie powiodło”.
53) Prawomyślni, kiedy opuścili łagry, zachowywali się wobec Partii jak Hiob wobec Boga.
54) Najczęstsze sposoby radzenia sobie z syndromem PTSD:
a) większość byłych zeków próbowała zapomnieć,
b) część próbowała sobie zrekompensować stracone lata (kobiety, uczty, zakupy),
c) Sołżenicyn raz w tygodniu urządzał sobie dzień zeka, żeby właśnie nie zapomnieć (pościł wtedy i rozmyślał); on i wielu innych przechowywało łaty z numerami obozowymi – jak relikwie,
d) był zek, niejaki Tarnowski, który pozostał na Kołymie i tam pisał wiersze do szuflady,
e) był także zek, przed uwięzieniem bezwzględny kom-bryg skazujący na karę śmierci bez zmrużenia oka, który potem spędził wiele lat w łagrze, a po wyjściu na wolność zajął się pieleniem ogródka i zapisywaniem aforyzmów: „Nie wystarczy kochać całą ludzkość, trzeba jeszcze umieć znieść towarzystwo ludzi” – pod koniec życia wyznał: „Kiedyś sądziłem podług siebie ludzi. Teraz jestem już innym człowiekiem i już innych podług siebie nie sądzę”.
55) Zecy na wolności, podobnie jak w niewoli dzielili się z grubsza na: zwyczajnych, szpiclów i prawomyślnych.
56) W latach 60., już za Chruszczowa Archipelag Gułag rozpraszał się, rozpadał (czy na pewno?), w obozach doszło do zmian, złagodzono łagrowy reżim, przemianowano łagry na kolonie karne, dokonano podziału na obozy o ogólnym, zaostrzonym, surowym, specjalnym rygorze. Bez przedrostka spec nie mogło się obyć. Tyle, że więzieni tam zecy pisali do Sołżenicyna. Głos skargi i bólu wciąż niósł się przez stepy i tajgi.
57) W Rosji każde wydarzenie przedstawia się albo kłamliwie, albo się je przemilcza. Tak było z historią Gułagu.
58) Tradycja rosyjskich buntów w XX w. port Kronsztad (1905-06 r. antycarski bunt żołnierzy i marynarzy, 1921 r. powstanie antybolszewickie stłumione przez Tuchaczewskiego) – Tambow (powstanie tambowskie w latach 1920-1921 – chłopski bunt przeciw bolszewikom – przymusowej kolektywizacji) – Norylsk (bunt więźniów w łagrze latem 1953 r.), Kengir (zryw więźniów w łagrze, w maju i czerwcu 1954 r.) – Nowoczerkask (protest robotników 1-2 czerwca 1962 r. spowodowany drastycznymi podwyżkami cen żywności i obniżkami pensji; słowa dyrektora fabryki lokomotyw: „Jeśli nie macie pieniędzy na mięso, jedzcie pierożki z kapustą” – tzw. krwawa sobota, zginęło ponad 20 robotników, kilkudziesięciu rannych, na kilku liderach buntu wykonano wyroki śmierci).
59) W Posłowiu Sołżenicyn wyznaje, że proponował wspólne napisanie książki Warłamowi Szałamowowi, ale ten się wymówił. Proponował też innym zekom, chciał oddać im głos, przynajmniej, żeby napisali fragmenty. Woleli przekaz ustny.
60) Sołżenicyn zauważa, że kończy swe dzieło w 50. rocznicę rewolucji bolszewickiej i setną rocznicę wynalezienia drutu kolczastego. Dodaje, że tylko ta druga nie będzie obchodzona.