Jedna z pierwszych literackich relacji z Auschwitz-Birkenau. Seweryna Szmaglewska po aresztowaniu przez gestapo spędziła dwa i pół roku w piekle Oświęcimia. Po ewakuacji obozu, w styczniu 1945 r., udało jej się uciec z marszu śmierci. Niezwłocznie przystąpiła do spisywania swoich przeżyć, przekazując światu wstrząsające świadectwo zagłady i odsłaniając mechanizmy systemowego ludobójstwa. Książka ukazała się już w kilka miesięcy po zakończeniu wojny.
Wybrane cytaty
1) Bywają takie wątłe nitki, łączące człowieka z otoczeniem, które dopiero wtedy, gdy przychodzi do zerwania ich, okazują się naczyniami krwionośnymi.
2) Birkenau staje się dżunglą, w której łatwo zgubić drogę. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak zareaguje na tę samą rzecz dziś, a jak jutro. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, jak postąpi jego sąsiad z lewej, a jak z prawej – bez względu na narodowość. Opadają łuski zasad, foremki dobrych obyczajów, które czasem w unormowanym życiu pozwalają człowiekowi-zeru przejść poprawnie przez wiele sytuacji bez uświadomienia sobie i innym, że jest zerem. Tu w jakiejś chwili – może już w pierwszym dniu, przy strzyżeniu włosów, zamianie ubrania indywidualnego na lagrowe – znikają te ochraniacze.
3) Rzędy baraków, pasy naelektryzowanych drutów, długie, ginące w mroku obozy obskoczyły dokoła i nie ma spomiędzy nich wyjścia. Budujące się w dali nowe odcinki, nowe większe baraki budzą lęk na myśl, że Niemcy całą Polskę, cały świat, całą ludzkość umieszczać pragną w koncentracyjnych obozach, planowo, przez długie miesiące i lata.
4) Czasem życie pozwala spojrzeć, jak w zaczarowany kalejdoskop, w przyszłość. Dzień za dniem, krok za krokiem i ukazuje się to wszystko, co byłoby – co będzie – dla osiągnięcia czego koniecznie trzeba chcieć żyć. Jeżeli człowiek z niechęcią odwraca twarz od tych obrazów, jeżeli nie chce ich widzieć i pragnie tylko zanurzyć się w nicość, wtedy śmierć łagodnie kładzie dłoń na słabnącym sercu i przerywa jego bieg. Potem przesuwa palce po jego twarzy, pokrywając rysy powłoką wiecznej martwoty. Niekiedy zdarza się jednak, że opowieść którą snuje życie, budzi w żyjącym taki ból, burzę, protest, przepełnia jego serce takim płaczem rozpaczy i żalu za tym, co najbardziej umiłowane, że każe mu gestem niecierpliwej tęsknoty wyciągać ramiona i wołać: – Ja chcę żyć! Każe mu spękanymi od pragnienia ustami szeptać swą jedyną prośbę: – Ja chcę żyć! Każe mu zebrać całą wolę, skupić wszystkie siły organizmu, każe mu uchwycić się życia i trwać najbardziej nieprawdopodobnym wysiłkiem. Śmierć nie cofa wprawdzie swej niewidzialnej ręki, lecz jej też nie zbliża. Tymczasem życie ujmuje w swą dłoń gasnące serce człowieka i powoli napełnia je własnym ciepłem. Pierwszym doznaniem budzącego się do życia jest cierpienie. Jeszcze nie ocknął się po męczących, gorączkowych zjawach, a już czuje że boli, tu głęboko, koło serca. Tak jakby jakaś dobra, kochająca ręka ściskała biedne serce z czułością, nie pamiętając, że to boleć może.
5) Na ściany, podłogi, cegły, padła tu krew i opowiada o ludziach, którzy tu ginęli. Zostali tam, gdzie polała się ich krew. To nic, że ściany później zabielono wapnem. Te ściany są nadal czerwone.
