W ciągu kilku dekad od wkroczenia na scenę mały Belg stał się bohaterem zbiorowej wyobraźni. Można powiedzieć, że opuścił sferę literackiej fikcji, by żyć własnym, quasi realnym życiem jako uosobienie doskonałego detektywa. Doskonałego pod względem zdolności rozwiązywania spraw kryminalnych, ale w sensie ludzkim – niewolnego od różnych słabostek i dziwactw.
Sympatyzujemy z Herkulesem nie tylko dlatego, że imponuje nam jego geniusz, ale także (a może przede wszystkim) z powodu uroczego ekscentryzmu, którym się odznacza. Pedanteria (przejawiająca się w ubiorze, zachowaniu, gustach), obsesja na punkcie symetrii, przeświadczenie o własnej nieomylności, skłonność do przechwałek, pogarda dla standardowych metod śledczych, wreszcie przywiązanie do wygody i drobnych przyjemności – to wszystko cechy, które niekoniecznie uchodzą za pozytywne.
Jednak w przypadku Poirota jest inaczej. Dzięki ww. własnościom perfekcyjny detektyw staje się czytelnikowi bliższy – właśnie jako człowiek. Słabości dodatnio wpływają na wiarygodność i urok tej postaci.
W Herkulesie urzeka nas ponadto jego galanteria, dżentelmeńskie maniery, dobry smak. I co oczywiste – szlachetność. Mały Belg zawsze występuje w słusznej sprawie, opowiada się po stronie dobra. Ale znów – czyni to bardzo naturalnie. Jego moralność nie jest moralnością wyznawcy (idei, religii, kultu), ale człowieka przywiązanego do zasad. Bycie uczciwym jest dla niego równie naturalne, co bycie eleganckim.
Po raz pierwszy detektywa spotykamy w okolicach Styles Court w hrabstwie Essex, gdzie przebywa z grupą rodaków. Belgowie są uciekinierami (mamy czas Wielkiej Wojny), korzystającymi ze schronienia, którego udzieliła im na terenie swej posiadłości pani Emilia. Ta zamożna filantropka jest już w podeszłym wieku, ale to nie przeszkadza jej aktywnie funkcjonować. Energia seniorki przejawia się m.in. w życiu uczuciowym, czego wyrazem jest małżeństwo z dwadzieścia lat młodszym Alfredem Inglethorpem. Antypatyczny brodacz, którego wszyscy podejrzewają o dybanie na majątek Emilii zjawił się w Styles jako kuzyn służącej Eweliny Howard. Oddana swej pani Ewelina żywi niechęć do krewniaka i od początku przestrzega chlebodawczynię przed jego niecnymi zamiarami. Podobne obawy mają pasierbowie dziedziczki – John i Lawrence Cavendishowie (ojciec dawno nie żyje, a macocha jest dla nich jak matka), a także inni domownicy – żona Johna Mary oraz przygarnięta przez Emilię sierota Cynthia Murdoch. Gdzieś w tle krąży tajemniczy toksykolog dr Bauerstein…
Kiedy pewnej lipcowej nocy seniorka zostaje otruta strychniną, nikt nie ma wątpliwości kto jest sprawcą zbrodni. Nikt oprócz małego Belga…
Herkules wkracza do akcji na prośbę zaprzyjaźnionego kapitana Hastingsa (który jeszcze niejednokrotnie pojawi się w powieściach Christie). To właśnie z relacji Hastingsa, urlopowanego z frontu na skutek choroby, poznajemy całą historię.
Ważną rolę odegrają w niej pozornie błahe detale – filiżanka starta na proch, plama od kawy na podłodze, zastygły na dywanie sopel stearyny, teczka z kluczykiem w zamku, strzępek ciemnozielonej tkaniny… Powodzenie śledztwa zależeć będzie też od ustalenia, w czym przemycono truciznę – w kawie, kakao czy może w lekarstwie?
Odnośnie do szczegółów Poirot udziela narratorowi cennej rady: „Biada detektywowi, który powie: «Ten fakt jest tak drobny, że nie może mieć znaczenia. Nie pasuje do całości. Nie ma co zawracać nim sobie głowy». Tak wygląda prosta droga do zamętu, bo, mon ami, wszystko się liczy (…) Nie wolno nic pomijać. Jeżeli jeden szczegół nie pasuje do teorii, lepiej odrzucić teorię”.
W debiutanckim kryminale Agathy Christie znajdziemy wszystko, co będziemy podziwiać w jej kolejnych utworach – zawiłą intrygę, zaskakujące zwroty akcji, wyraziste postaci, logiczne łamigłówki, wnikliwą psychologię zbrodni.
I na deser pierwszą charakterystykę Herkulesa:
„Poirot był drobny, niski i miał bardzo dziwaczną powierzchowność. Niewiele wyższy niż pięć stóp i cztery cale, nosił się z niepospolitą godnością. Jajowatą głowę przechylał na bok i nosił długie, sztywno sterczące wąsy w iście wojskowym stylu. Schludność jego ubioru graniczyła z niepodobieństwem; sądzę, że pyłek na rękawie sprawiłby małemu Belgowi więcej bólu niż rana zadana pociskiem karabinowym. Ale ten niepokaźny, cudaczny elegant, który utykał teraz wyraźnie na prawą nogę, był w swoim czasie asem policji belgijskiej. Jako detektyw uchodził za gwiazdę pierwszej wielkości i niejednokrotnie wykrywał zbrodnie sensacyjne i na pozór nie do wykrycia”.
