Chłopcy z Placu Broni ewokują świat, którego chyba już nie ma. Świat honoru, zasad, przyjaźni, szlachetnej rywalizacji. Są również opowieścią o miłości do miejsca, do kawałka ziemi i tego, co tę miłość symbolizuje.
Powieść węgierskiego autora Ferenca Molnára (z 1906 r.) to klasyka literatury dla dzieci i młodzieży. I to się odczuwa podczas czytania. Prosty, ale elegancki język, niebanalne kreacje, wiarygodność psychologiczna, umiejętne, pozbawione dydaktyzmu, ukazywanie ideałów i wartości.
Jakie to ideały? Przede wszystkim honor – pojęcie dziś zapomniane. Oto grupa zaprzyjaźnionych chłopców broni tytułowego placu przed silniejszymi chłopakami z sąsiedniej dzielnicy. Ci chcą zająć teren jako przestrzeń do gry w palanta (sami zbierają się w Ogrodzie Botanicznym). Fabuła obejmuje przygotowania do ostatecznej, rozstrzygającej bitwy (zwiady, akcje zaczepne), a także jej przebieg i finał. Wiele wydarza się na płaszczyźnie relacji.
Kluczową rolę w historii odgrywa mały, ale niezwykle dzielny i honorowy Erno Nemeczek. Chociaż w grupowej hierarchii stoi najniżej (jest zaledwie "szeregowcem", potem dopiero "kapitanem"), to dzięki jego odwadze chłopcy z Placu Broni zyskują szansę na pokonanie rywala. Czy go pokonają i za jaką cenę? O tym przekonacie się, sięgając po książkę.
Dlaczego jest to dla mnie opowieść o honorze? Bo w swoich działaniach i wyborach przyjaciele kierują się swoistym kodeksem. Liczą się dla nich wierność sprawie, duch współpracy, solidarność, szacunek do przeciwnika, zasady szlachetnej rywalizacji. Ceniona jest lojalność, piętnowana zdrada. Najważniejsze są wartości wspólnotowe, gotowość do poświęcenia, oddania, ofiary – do złożenia "ja" na ołtarzu "my".
Są na świecie rzeczy i sprawy, których warto bronić i za które czasem trzeba nawet umrzeć. Dla chłopców z Placu Broni na pierwszym miejscu jest... miejsce. Plac jawi się jako symbol. W mikroskali to niewielka przestrzeń wspólnych zabaw. W skali makro – ojczyzna. Węgry.
Z przynależności do grupy, miejsca, wspólnego świata wartości i zasad rodzi się poczucie godności. I promieniuje ono na każdego z członków społeczności – nawet jeśli jest to tylko mała społeczność kolegów z podwórka. Wszystkie te elementy – godność, lojalność, braterstwo, wierność wspólnocie i jej ideałom – składają się na pojęcie honoru.
Mimo że życzymy sukcesu obrońcom, których dowódcą jest dojrzały i odważny Janosz Boka, cenimy ich przeciwników na czele z Feri Aczem. Bo także i oni potrafią zachować się z klasą. Aczkolwiek na początku są agresorami, którzy zdobywają, co chcą, szantażem. Wypowiadając niemieckie hasło einstand! komunikują zamiar odebrania słabszemu jego własności. Tak czynią bracia Pastorowie Nemeczkowi, kiedy pod groźbą użycia siły zabierają mu kulki do gry.
Z czasem chłopcy z Ogrodu Botanicznego uczą się innych postaw. Przestrzegają uzgodnionych obustronnie reguł walki, obdarzają szacunkiem Nemeczka, którego wcześniej upokarzali. Gdy dzielny "szeregowiec", skąpany karnie w stawie za przeszpiegi w Ogrodzie, przypłaca to chorobą, Feri Acz wysyła do niego delegatów z pozdrowieniami.
Jakiż to kontrast z wydarzeniami, które w kilka lat po wydaniu powieści Molnara zgotowała światu historia... Podczas pierwszej, a potem drugiej wojny światowej pogwałcono wszelkie zasady wzajemnego szacunku i honoru. Sami Węgrzy przez pewien czas walczyli w złej sprawie, stając po stronie hitlerowców. Byli z tymi, którzy wołali einstand!, na szczęście potrafili zmienić front.
Czy Chłopcy z Placu Broni są łabędzim śpiewem, ostatnim westchnieniem tęsknoty za przemijającą epoką ładu? Czy może stanowią zapowiedź zbliżających się konfliktów, w których wszystko zostanie podporządkowane walce o terytorium? Jeśli dotąd ta walka bywała szlachetna, czy inaczej – taką być powinna – to jednak zawsze niosła straty w postaci ofiar. Zatem – czy każdorazowo jest konieczna, czy ma sens? A może szlachetność i honor są tylko ideałami urzeczywistniającymi się na placach zabaw, ale nigdy na bitewnych polach podczas zmagań wielkich armii? Czy można bezkarnie "bawić się" w wojnę?
Powieść Molnara wolno traktować jako metaforę wojny, ale nie wiemy, czy to jej pochwała, czy krytyka. Jeśli pochwała – to pochwała wartości, które wszelkiej rywalizacji powinny towarzyszyć. Krytyka natomiast może wyrażać się w daremności wysiłków podejmowanych w obronie ukochanego miejsca. Bo, jak wynika z fabuły, w pewnym sensie okażą się one daremne. Na tym zresztą polega siła dobrych tekstów – są jasne, ale nieoczywiste. Tak jak nieoczywiste jest życie, ludzki los.
Na koniec dwa słowa o kontekstach, w jakich osadzona jest opowiadana historia. Kontekst historyczny uobecnia się w dyskretnych nawiązaniach do węgierskiej tradycji patriotycznej (atrybutem obrońców Placu są czerwono-zielone czapki, takie same, narodowe barwy ma wywieszona na szczycie "muru obronnego" chorągiew), także do postaci Garibaldiego i jego oddziałów (chłopcy z Ogrodu zwą siebie "Czerwonymi Koszulami"). Kontekst lokalny – ulice Budapesztu, ich atmosfera, tartak, rynek, przedwojenna szkoła – jest zaledwie naszkicowany. Jesteśmy na Węgrzech, na moment przed nadejściem pierwszej apokalipsy, a jednocześnie możemy być wszędzie. Wszędzie tam, gdzie honor coś znaczył. Dużo znaczył.
Powieść Molnára ewokuje świat, którego chyba już nie ma. Świat honoru, zasad, przyjaźni, uczciwej rywalizacji. Chłopcy z Placu Broni są również opowieścią o miłości do miejsca, do kawałka ziemi i wszystkiego, co tę miłość symbolizuje. Flaga, barwy, wspólny język, kodeks, organizacja – to atrybuty wspólnoty narodowej. Grupa rówieśników jest taką wspólnotą w skali mikro – egzemplifikacją szlachetnego nacjonalizmu.
Chłopcy... to wreszcie książka o dzieciństwie, o tym, co utracone. O przemijaniu. Dlatego utwór Molnara ma wymiar uniwersalny.
Wybrane cytaty
1) Boka był mądrym chłopcem, ale nie zdawał sobie jeszcze sprawy z tego, że ludzie są bardzo różni, każdy jest inny, i że dochodzimy do tej prawdy za cenę bolesnych doświadczeń.
2) Poważni korespondenci wojenni, którzy brali udział w prawdziwych bitwach, powiadają, że największym niebezpieczeństwem w czasie bitwy jest zamieszanie. Wodzowie bardziej boją się choćby małego zamieszania, które w ciągu kilku sekund może przerodzić się w panikę, niż setek armii.
3) Tak zwykle jednak bywa z tymi, którzy nadużyli zaufania. Kontroluje się ich potem nawet wtedy, gdy mówią prawdę (o chłopcu Gerebie, który początkowo zdradził, a później powrócił do grupy, by odkupić winę).
4) Janosz Boka z wielką powagą wpatrywał się w blat ławki i po raz pierwszy zaczął w głębi swojej młodej duszy pojmować, czym właściwie jest życie, w którym smutki i radości tak dziwnie splatają się w jeden wspólny los.
